Wyjaśnienie zagadki tańczącego penisa

Dzięki czytelnikowi lolek udało się wyjaśnić tajemnicę tego oto filmiku o wesołym tańczącym penisie. Na wszystkich prawicowych portalach pojawia się on jako przykład zachodniej degeneracji. Przywołuje go na przykład ten oto wzór dziennikarskiej obiektywności, Marzena Nykiel, która pisze artykuły dla „wPolityce.pl”, „wSieci”, „Głosu Katolickiego”, publikowała w „dawnym Uważam Rze” oraz jest autorką książki o wiele mówiącym tytule „Pułapka gender”.

Wydawałoby się, ze dziennikarka, która publikuje swoje artykuły w kilku czasopismach i portalach powinna znać źródła materiałów, które umieszcza w swoich publikacjach i które podpisuje swoim nazwiskiem. Jednak standardy publikacji potrafią spaść na drugi plan, kiedy trzeba napisać coś w odpowiednim tonie, na odpowiedni temat. Tematem tym okazuje się „ochrona przed pedofilami”, która po bliższym przyjrzeniu się okazuje się kolejną ohydną i kłamliwą nagonką na homoseksualistów, organizowaną przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Pedofilii”.

Czytaj dalej

Baśń o starej dobrej służbie zdrowia i centrolewakach, którzy ją zepsuli

Od zawsze, gdy się było chorym szło się do lekarza. Jego rolą było zbadanie, skierowanie na badania dodatkowe i wypisanie recepty. Ustalano również termin wizyty kontrolnej dla sprawdzenia efektu leczenia. Lekarz pobierał za tę usługę stosowną opłatę, na ogół niewygórowaną; Pacjent wykupywał leki w aptece. Gdy stan zdrowia się pogarszał chory był kierowany do szpitala „na przebadanie” lub do operacji, opłacając drogie leczenie ze swego ubezpieczenia. To klasyczny, prawicowy model lecznictwa. Komu to przeszkadzało?

Okazuje się, że taka normalność nie pasowała do systemu sprawiedliwości społecznej. Ważniejszym od naszego indywidualnego zdrowia stała się bowiem powszechna równość. (…) Nikogo nie obchodziło, że odbierano tą drogą niejednokrotnie wielu z naszych bliskich szanse uratowania życia.

Brzmi jak cytat z baśni o dobrych starych czasach, nieprawdaż? Okazuje się jednak, że to po prostu cytat z artykułu „Odlot centrolewaka… czyli o tym jak upadała służba” z portalu wGospodarce.

Takie prymitywne podejście do problemu służby zdrowia jest niestety symptomatyczne dla wszelkiego rodzaju neoliberałów, libertarian i korwinistów, których głosy w sprawie kształtu polskiego państwa stają się ostatnio coraz głośniejsze. Prywatyzacja całej służby zdrowia, usunięcie publicznego systemu ubezpieczenia zdrowotnego, zlikwidowanie regulacji dotyczących kształtu służby medycznej i inne postulaty są ciągle poruszane przy okazji dyskusji na tematy gospodarcze.

Jak to się jednak ma do rzeczywistości? Czy wprowadzenie publicznej służby zdrowia naprawdę zepsuło system opieki zdrowotnej? Zacznijmy może od sprostowania kilku rzeczy, które przyjmuje za oczywiste artykuł.

Czytaj dalej

„Stop pedofilii” po katolicku

W cieniu afery z profesorem Chazanem w roli głównej przez media przemknęła ukradkiem wiadomość o tym, że komitet „Stop Pedofilii” zebrał 250 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem zmiany w kodeksie karnym, która mówiłaby:

Tej samej karze [ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2] podlega, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletnich poniżej lat 15, zachowań seksualnych, lub dostarcza im środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań.

Artykuły o tym opublikowano między innymi na stronach Onetu, Gazety Wyborczej czy Rzeczpospolitej, ale sprawa nie zyskała takiej uwagi, na jaką zasługuje. Jak mówi Krzysztof Kasprzak z Fundacji Pro — Prawo do Życia, zastępca pełnomocnika Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii”:

Dziś mamy taką sytuację, że na każdym kroku nasze dzieci są demoralizowane i seksualizowane. To, co lobby homoseksualne wspierane przed urzędników próbuje wprowadzić do polskich szkół, to skandal. Musimy się temu zdecydowanie przeciwstawić.

Sprawa jest z jednej strony śmieszna, bo poważne mówienie, że edukacja seksualna to pedofilia nie zasługuje na nic innego, niż wyśmianie. Z drugiej strony trochę mi nie do śmiechu, bo pod projektem tej ustawy podpisało się ćwierć miliona Polaków. Nawet biorąc pod uwagę, że pewnie część z nich nie wiedziała co podpisuje, to o ćwierć miliona osób za dużo. Jestem też zwyczajnie poirytowany, bo to chyba największa koncentracja najmniej lubianych przeze mnie kłamstw i manipulacji na jaką się ostatnio natknąłem. Sprawa jest tym bardziej oburzająca, że to pod przykrywką troski o dzieci jawnie i z rozmysłem przemyca się najgorszą postać ludzkiej bigoterii i zaściankowości — agresję w stosunku do wiedzy, która jest niezgodna z czyimiś dogmatami i stereotypami.

Czytaj dalej

Groźna antykoncepcja i prześladowanie chrześcijan, czyli świat według profesora Chazana

Wśród artykułów, których wysyp nastąpił po opisaniu historii o tym, jak profesor Chazan naruszył prawa pacjentki do informacji i nie wypełnił swoich zobowiązań podczas korzystania z klauzuli sumienia (której, widać, nie przeczytał, bo mówi o niej nieprawdziwe rzeczy), znalazłem ten oto wywiad profesora dla Dużego Formatu oraz inny wywiad dla Polityki, w których opisuje on swoje poglądy i podejście do medycyny. Smutno i straszno mi się zrobiło po ich przeczytaniu. Smutno, bo to kolejny dowód, że tytuł nie czyni mądrego człowieka. Straszno, bo osoba, która mówi fałszywe rzeczy na temat polskiego prawa, neguje ustalenia nowoczesnej medycyny i rozpowszechnia nieprawdziwe informacje na temat dostępnych metod leczenia i antykoncepcji, może w naszym kraju być dyrektorem jednego z większych szpitali ginekologicznych w Polsce, byłym krajowym konsultantem ds. ginekologii i położnictwa (usunięto go z tej funkcji przed kilkunastoma laty po podobnej aferze jak ta obecna) a także byłym członkiem zespołu ekspertów przy ministerstwie zdrowia za rządów PiS (wyrzucono go stamtąd, kiedy okazał się wrogiem cesarskiego cięcia).

Jako że bardzo nie lubię, kiedy osoby na wpływowych stanowiskach naginają rzeczywistość, aby pasowała do ich przekonań, postanowiłem rozprawić się chociaż z niektórymi błędami i mylnymi poglądami, które profesor Chazan beztrosko puszcza w świat. Zacznijmy od wywiadu w Dużym Formacie.

Czytaj dalej

Klauzula napomnienia

Sfera ludzkiej seksualności jest stałym tematem sporów między tradycjonalistami a osobami o mniej restrykcyjnych poglądach. Kilka lat temu dyskusje dotyczyły sprawy Alicji Tysiąc, która pokazała niegotowość polskiego państwa do przestrzegania własnego i międzynarodowego prawa, jeśli jest ono różne ze zdaniem Kościoła. Nieco później różnica zdań dotyczyła farmaceutów, którzy odmawiali sprzedaży środków antykoncepcyjnych klientom ze względu na swoje przekonania. Ostatnio w centrum uwagi jest profesor Chazan, który umyślnie zachował się niezgodnie z prawem o zawodzie lekarza, kiedy wskutek swojego działania nie dopuścił do przeprowadzenia legalnej aborcji na śmiertelnie uszkodzonym płodzie. Centralnym punktem obecnej odsłony sporu jest tak zwana „klauzula sumienia”, czyli zasada, według której lekarz ma prawo powstrzymać się od wykonania świadczenia medycznego niezgodnego z jego sumieniem.

Pascal Dagnan-Bouveret, An Accident
Pascal Dagnan-Bouveret, „Wypadek”

Klauzula sumienia stała się słowem-kluczem, którym obrońcy profesora Chazana tłumaczą i usprawiedliwiają jego postępowanie; jego krytyka stanowi w ich oczach atak na wolność sumienia i przejaw szykanowania wierzących lekarzy.

Sądzę, że istnieje takiej klauzuli jest potrzebne w demokratycznym i liberalnym społeczeństwie. Należy jednak walczyć z jej nadużywaniem i usprawiedliwianiem nią lekarskich nadużyć, gdyż nie taki jest jej cel. Czy odmienne przekonania lekarza to wystarczający powód, aby łamać prawo oraz utrudniać możliwość uzyskania legalnego świadczenia medycznego przez jego pacjenta? Odpowiedź na to pytanie jest tylko jedna — to powód niedostateczny.

Czytaj dalej

Triumf sloganów

Sukces Janusza Korwin-Mikkego w wyborach do Parlamentu Europejskiego, to jest powrót po 20 latach pisania książek i artykułów do rzeczywistej polityki, przyciągnął uwagę mediów, które próbują znaleźć wyjaśnienie dla osiągnięcia przez niego takiego wyniku. 7,15% głosów, które zdobył Kongres Nowej Prawicy, doczekało się już wielu wyjaśnień, od znużenia duopolem PO i PiS w polskiej polityce, przez gniew i protest wobec polskiej polityki, aż po zafascynowanie pokazowym, chwytnym i bezpardonowym, wyćwiczonym na tysiącu spotkań stylem przywódcy — tak naprawdę uosobienia tej formacji. Chociaż wiele z tych wytłumaczeń jest prawdopodobnych, to jednak wydają się one połowicze, zbyt szczegółowe i nie sięgające istoty sprawy. Aby móc powiedzieć, skąd wzięło się poparcie dla Korwin-Mikkego, należy najpierw zastanowić się nad tym, skąd w ogóle biorą się nasze preferencje polityczne, a w szczególności skąd bierze się poparcie dla skrajnie konserwatywnych poglądów.

Albert Welti — Landsgemeinde
Albert Welti, „Landsgemeinde” — pentaptyk przedstawiający zgromadzenie ludowe — uosobienie szwajcarskiej demokracji.

Czytaj dalej

Między byciem a nieistnieniem — spojrzenie na aborcję

Trudno jest określić, gdzie przebiega precyzyjna i obiektywna granica między życiem a śmiercią. W większości przypadków sprawa jest jasna — osoba umiera, kiedy jej organizm nieodwracalnie przestaje spełniać swoje funkcje. Jej serce przestaje uderzać i pompować krew z substancjami niezbędnymi dla działania tkanek; jej płuca przestają przeprowadzać wymianę gazową, usuwającą niepotrzebny dwutlenek węgla i zastępującą go kluczowym dla metabolizmu tlenem; jej mózg przestaje odbierać, wysyłać i przetwarzać impulsy, które koordynują działanie całego organizmu i pozwalają na wszystkie złożone akcje, które decydują o naszym istnieniu. Narząd po narządzie, nasze ciało przestaje funkcjonować — tak przestajemy istnieć.

Gustav Klimt — Death and life
Gustav Klimt, „Tod und Leben”

Czytaj dalej

Symbol nadziei naszych czasów — 15 lat na niebie

Największy obiekt, jaki kiedykolwiek zbudowaliśmy w przestrzeni kosmicznej; najdroższa instalacja, która kiedykolwiek powstała; stworzona wspólnym wysiłkiem szesnastu państw; jedno z największych (jeżeli nie największe) osiągnięć technologicznych wszech czasów — Międzynarodowa Stacja Kosmiczna kończy dziś 15 lat. Składająca się z kilkunastu przedziałów instalacja pozwoliła na utrzymanie przez ostatnie trzynaście lat nieustannej obecności ludzi w przestrzeni kosmicznej — poza planetą, na której rozwinęliśmy się jako gatunek i poza którą dopiero zaczynamy stawiać kroki. Pomimo panującej centymetry od bezpiecznego wnętrza wrogiej próżni, smaganej deszczami szkodliwego promieniowania; mimo wahań temperatur, które upiekłyby niejedną ziemską konstrukcję; mimo nieustannego tarcia o resztki atmosfery, które sięgają nawet tak daleko w górę — od piętnastu lat pozostaje symbolem nadziei i wartości naszych czasów.

ISS

Czytaj dalej

Wolność wyznania nie oznacza bierności

Sprawa Jerzego R. udowadnia, że nadal żywotna jest postawa, która chyba aż nazbyt często spotykana jest w naszym kraju — niezrozumienia (albo nawet po prostu ignorowania) tego, czym jest wolność światopoglądowa. Na łamach „Frondy”, „Rzeczpospolitej” oraz portalu „Na Temat” publicyści katoliccy raz ironicznie, raz na poważnie, a raz uderzając w złowróżbne tony odnoszą się do niedawnej sprawy pacjenta jednego ze szczecińskich szpitali. Pacjent ten po przeprowadzeniu planowej operacji z powodu komplikacji został wprowadzony w stan śpiączki klinicznej. Wtedy to pielęgniarka poprosiła szpitalnego kapelana o to, by ten dokonał sakramentu namaszczenia chorych na pacjencie. O tym Jerzy R. dowiedział się kilka miesięcy po fakcie, kiedy przeglądał swoją dokumentację medyczną. Wystąpił z tego powodu do sądu jako poszkodowany, gdyż uważa, że jako osoba niewierząca ma prawo do odszkodowania od szpitala z tytułu naruszenia jego wolności sumienia. Chociaż sądy niższych instancji odrzucały jego pozew, Sąd Najwyższy w swoim wyroku przyznał, że istotnie doszło do pogwałcenia jego wolności światopoglądowej.

Do samej sprawy i wyroku Sądu Najwyższego odnoszę się obojętnie. Sądzę, że jest to jeden z wielu procesów, w których pacjent wykorzystuje niedopatrzenie ze strony szpitala, by wyciągnąć z tego dla siebie korzyści. Co więcej nie sądzę, by ksiądz ani pielęgniarka mieli jakiekolwiek złe intencje wobec pacjenta. Z drugiej strony uważam, że doszło do naruszenia praw Jerzego R. i że wyrok jest słuszny. Co najważniejsze jednak, warto przyjrzeć się reakcjom na tę sprawę, które mogą uwidocznić brak zrozumienia dla tego, czym jest wolność osobista człowieka i kiedy jest ona naruszana.

Czytaj dalej

Zupa z żaby

Żaby nie mają łatwego życia. Według ludowych przekazów czyha na nie wiele niebezpieczeństw, począwszy od klękających na nie dziobami boćków po żarłocznych Francuzów chcących uraczyć się ich smakowitymi udkami. Nie mniejszym zagrożeniem, tym razem dla ich reputacji, są metafory, w których się ich używa — przykładem niech będzie historia o żabie i gorącej wodzie.

To dość często używana przenośnia, która w swojej najbardziej powszechnej wersji mówi o dwóch żabach pozostawionych w rękach pewnych naukowców, którzy z pewnością nie należeli do wielbicieli płazów. Naukowcy ci postanowili zbadać reakcje żab na wysokie temperatury. Aby jednak sprawa nie była zbyt prosta, postanowili oni wprowadzić małe urozmaicenie: jedna z żab miała zostać wrzucona do już gorącej wody, podczas gdy drugą z nich czekała kąpiel w wodzie o stopniowo podnoszącej się temperaturze. Według tej historii dalej działo się, co następuje: pierwsza żaba natychmiast po wrzuceniu jej do pojemnika z ukropem wyskoczyła z niego, tym samym ratując swoje życie. Zaskakująco, los drugiej żaby był inny. Zamiast wyjść z wody jak najszybciej, jak jej zszokowana koleżanka, nie zrobiła ona nic. Uśpiona pozornym bezpieczeństwem początkowo ledwo ciepłego otoczenia, nie ruszyła się ona z pojemnika, w którym temperatura podnosiła się nieznacznie, ale stale. Nieszczęsny płaz, nie zdoławszy wykryć w porę tak podstępnego niebezpieczeństwa, zginął. Złożył w ten sposób swoje życie na ołtarzu nauki i dostarczył nam wszystkim potrzebnej przestrogi.

A raczej dostarczyłby, gdyby ta historia była prawdziwa.

Czytaj dalej