Miesiąc gloryfikacji głupoty

Przed nami 1 sierpnia. O godzinie 17 zawyją syreny, w telewizji i radiu wysłuchamy i obejrzymy programy przypominające nam, co to za dzień i jaką rocznicę wspominamy. W następnych dniach odbędzie się wiele uroczystości poświęconych rocznicy. Będą śpiewane powstańcze piosenki, dzieci na piknikach będą mogły założyć powstańcze hełmy, chętni będą mogli przejść się „powstańczym kanałem” w Muzeum Powstania Warszawskiego. Przedstawiciele państwa, różnych partii politycznych, stowarzyszeń i organizacji wygłoszą mowy, złożą kwiaty i zapalą znicze. Jak co roku rozkręci się jarmarczna atmosfera poklasku dla wydarzenia, które, obok Holokaustu, było największą pojedynczą tragedią w historii Polski.

Nie jest moim zamiarem wyszydzanie, opluwanie, czy przedstawianie Powstania Warszawskiego w fałszywym świetle. W kraju o takiej historii jak nasza pamiętanie o zabitych i poległych w walce jest czymś ważnym. Bez tego nasza teraźniejsza świadomość społeczeństwa byłaby niekompletna i zachwiana.

Zniszczona Warszawa

Zniszczona Warszawa z lotu ptaka, styczeń 1945.

To, co chciałbym zrobić w moim własnym, małym zakresie, to wygłosić sprzeciw — sprzeciw wobec pustki i niesmaku, jaki wzbudza we mnie sposób przedstawiania Powstania. Sprzeciw wobec gloryfikacji głupoty, jaką ono było i sprzeciw wobec wykorzystywaniu go jako sposobu łechtania swojego ego. Sprzeciw wobec kolorowania historii, by lepiej odpowiadała naszym pragnieniom.

Jak było w ’44

Powstanie Warszawskie było tragicznym skutkiem oderwania od rzeczywistości dowództwa AK. Przygotowywano je od miesięcy, jednak w chwili wybuchu dalekie było od gotowości. Brakowało amunicji, broni i żywności. Nie było żadnego wsparcia z zewnątrz. Sami żołnierze zgłaszali obiekcje co do realności zakładanego planu.

Myślenie życzeniowe dowództwa działało jednak pełną parą. Symptomatyczna była reakcja pułkownika Antoniego Chruściela ps. „Monter”, który mimo tego, że w był w pełni świadomy braków, stwierdził, że — zamiast zaopatrzenia —do walki wystarczy sama „furia odwetu”. Było to też widać w prośbach dowództwa kierowanych do rządu w Londynie — o skierowanie do walki polskich spadochroniarzy walczących w wojskach alianckich i o zbombardowanie przez samych aliantów niemieckich lotnisk w pobliżu — nie dostrzegając niemożliwości ich spełnienia z prostego powodu: Stalina. Nie tylko byłoby to trudne pod względem logistycznym, nie tylko odciągałoby siły z frontu zachodniego, ale byłoby naruszeniem strefy wpływów ZSRR. Liczenie na to, że dla zdobycia jednego miasta alianci naraziliby swoje stosunki ze Związkiem Radzieckim i, w perspektywie, zwycięstwo nad III Rzeszą, niezależnie od możliwości spełnienia tych próśb było tragiczną naiwnością.

Ofiary

Ofiary Powstania Warszawskiego, okolice ul. Marszałkowskiej, sierpień 1944.

O powstaniu nie zadecydowała jednak ocena sytuacji wojennej, tylko gorące pragnienie. Jak opisywał to później Jan Nowak-Jeziorański, miała być to przede wszystkim demonstracją. Dziecięcym tupnięciem nogą mającym zwrócić uwagę dorosłych na los Polski. Było to myślenie oparte na złudzeniach i na oderwanej od rzeczywistości wizji świata.

Decyzje o losie miliona ludzi nie powinny być podejmowane na gorąco, ani nie powinny być oparte wyłącznie na czyichś marzeniach i ambicjach. Jednak to właśnie takie pobudki zadecydowały o jego rozpoczęciu. Gwoździem do trumny była sytuacja z 31 lipca. O 18:00 tego dnia miała rozpocząć się narada decydująca o wybuchu powstania. Na godzinę przed terminem w miejscu narady zjawił się „Monter”, jeden z zagorzalszych kibiców powstania, i podał zgromadzonym fałszywe — jak się potem okazało — informacje dotyczące ruchów wojsk radzieckich i niemieckich. Gdy godzinę później, zgodnie z ustaloną porą, zebrali się inni dowódcy i zdementowali informacje „Montera”, „Bór” Komorowski, dowódca główny AK, zdążył już wydać decydujący rozkaz. Proszony o odwołanie go stwierdził, że jest już za późno. Rozkazy jednak, z powodu godziny policyjnej, dostarczono powstańcom dopiero nazajutrz.

Dużo atramentu wylano opisując okoliczności wybuchu Powstania Warszawskiego. Ja sam pisałem o nim nieco dłużej rok temu. Jednak w każdym opisie, z wyjątkiem tych najbardziej apologetycznych, przebija się dezorganizacja i partackie przygotowanie oraz oderwanie od rzeczywistości dowództwa. Brano pod uwagę tylko zwycięstwo, nie biorąc nawet pod uwagę możliwości porażki — taka lekkomyślność może zasługiwać tylko na miano głupoty.

Jak je oceniano

Negatywna ocena Powstania Warszawskiego to nie wynalazek naszych czasów. Od samego początku, niemalże od czasu, kiedy powstanie było ledwie pomysłem w głowie kilku oficerów, byli też jego krytycy. Publicyści, pisarze i urzędnicy, ale także generałowie, dyplomaci i uczeni.

Palenie zwłok

Palenie zwłok przez Verbrennungskommando, sierpień 1944.

Jednym z największych był generał Anders, który otwarcie mówił:

Byłem całkowicie zaskoczony wybuchem powstania w Warszawie. Uważam to za największe nieszczęście w naszej obecnej sytuacji. Nie miało ono najmniejszych szans powodzenia, a naraziło nie tylko naszą stolicę, ale i tę część Kraju, będącą pod okupacją niemiecką, na nowe straszliwe represje. (…) Chyba nikt uczciwy i nieślepy nie miał jednak złudzeń, że stanie się to, co się stało, to jest, że Sowiety nie tylko nie pomogą naszej ukochanej, bohaterskiej Warszawie, ale z największym zadowoleniem i radością będą czekać, aż się wyleje do dna najlepsza krew Narodu Polskiego.

Byłem zawsze, a także wszyscy moi koledzy w Korpusie zdania, że w chwili, kiedy Niemcy wyraźnie się walą, kiedy bolszewicy tak samo wrogo weszli do Polski i niszczą tak jak w roku 1939 naszych najlepszych ludzi – powstanie w ogóle nie tylko nie miało żadnego sensu, ale było nawet zbrodnią. (…)

Wtórował mu historyk i porucznik przedwojennego Wojska Polskiego — Władysław Pobóg-Malinowski — autor „Najnowszej Historii Politycznej Polski 1864-1945”:

Nie ma więc żadnej wątpliwości, że nierozumna i fatalna decyzja powstańcza rozpętała furię niemiecką i na pastwę jej oddała Warszawę. Za porwanie się do walki, która w warunkach chwili była bezsensem politycznym, a militarnie – szaleństwem wręcz zbrodniczym, płacono nie tylko zagładą wielkiego miasta z bezcennymi w nim skarbami dorobku pokoleń.

Za porwanie się do walki, która w warunkach chwili była bezsensem politycznym, a militarnie – szaleństwem wręcz zbrodniczym, płacono nie tylko zagładą wielkiego miasta z bezcennymi w nim skarbami dorobku pokoleń.
Władysław Pobóg-Malinowski

W podobnym tonie o Powstaniu Warszawskim pisał Jan Nowak-Jeziorański, kurier i emisariusz Rządu RP, dyrektor sekcji polskojęzycznej Radia Wolna Europa i uczestnik samego powstania:

W pojęciu takich ludzi jak Okulicki powstanie miało być wielką demonstracją, doprowadzić do skandalu i wpłynąć na zmianę pozycji rządów sprzymierzonych. To było oparte na kompletnych złudzeniach i oderwaniu się od rzeczywistości. (…)

Wiedziałem jeszcze sprzed wyjazdu do Londynu, że dowództwo podziemia żyje w oderwaniu od rzeczywistości. Im się zdawało, wszystkim się zdawało, że Polska jest pępkiem świata, że Anglicy są wpatrzeni w Polskę. (…)

Przed upadkiem powstania byłem przerażony jego beztroską. Ginie wielkie miasto, stolica, płoną archiwa, muzea, dziedzictwo i ten człowiek – był w takim niezgrabnym jakimś mundurze uszytym ad hoc dla niego – mówi do mnie, że za kilka dni czy za tydzień „Warszawa klapnie”.

Co znaczące, podobne opinie nie wychodziły jedynie od dowódców i dyplomatów, ale także od szeregowych żołnierzy Powstania. Jan M. Ciechanowski, historyk, walczył na ulicach Warszawy jako 14-latek. Podczas Powstania został raniony, potem zaś trafił do niewoli niemieckiej. Doświadczył na własnej skórze tego, czym było Powstanie. O swoich doświadczeniach mówił tak:

Plac Napoleona

Zniszczony Plac Napoleona, teraz Powstańców Warszawy, przed odbudową, 1945.

Powstanie Warszawskie było wielką klęską i nie możemy o tym zapominać. W czasie powstania Niemcy wymordowali około 200 tysięcy Polaków i obrócili stolicę Polski w perzynę, a sami odnieśli przy tym niewielkie straty.

Przy innej okazji stwierdził:

Już podczas powstania zastanawialiśmy się, jak to się stało, że doszło do jego wybuchu. Poszliśmy w bój bez broni. Gdy 1 sierpnia moja kompania nacierała na gmach Sejmu, na 170 ludzi mieliśmy 3 karabiny, 7 pistoletów, 1 pistolet maszynowy strzelający tylko ogniem pojedynczym i 40 granatów. (…)

Powstanie zakończyło się straszliwą klęską, katastrofą i ruiną, która nie dotknęła żadnej innej stolicy w Europie od czasu najazdu Hunów na Rzym. 200 tys. ludzi zginęło, 500 tys. wygnano i skazano na poniewierkę. Miasto zrównano z ziemią

Jak jest teraz

Maluje się więc zgłoski na złoto, wyrzuca niewygodne wspomnienia i nie dopuszcza myśli o tym, że Powstanie może nie być tym chwalebnym i wspaniałym wydarzeniem na miarę naszego obrazu siebie.

O klęsce Powstania Warszawskiego nie mówi się wprost. W przekazie masowym dominują frazesy: „wielkie poświęcenie”, „bohaterstwo”, „oddanie ojczyźnie”. Nie ma tam miejsca na niuanse i prawdziwy obraz sytuacji. Powstanie zostało przekształcone w wielkie zdarzenie-symbol, które zaspokaja zbiorową potrzebę sukcesu. A więc maluje się wszystkie zgłoski na złoto, wyrzuca niewygodne wspomnienia i nie dopuszcza myśli o tym, że Powstanie może nie być tym, czego się po nim oczekuje — chwalebnym i wspaniałym wydarzeniem na miarę naszego obrazu siebie. Każdy głos sprzeciwu jest odbierany przez malujących jako cios w plecy narodu — niezależnie od tego, czy to opinia uczestnika i historyka, czy generała z tamtej epoki, czy dzisiejszego krytyka takiego obrazu.

Chcę powiedzieć to jasno: to nie jest krytyka powstańców. Ci którzy zginęli mają moją pamięć; ci którzy przeżyli mają mój szacunek; wszyscy mają mój podziw. Postawieni w sytuacji bez wyjścia do końca walczyli i ginęli za to, co uważali za warte walki i śmierci.

To krytyka tego, jak Powstanie Warszawskie maluje się dzisiaj. Poświęcenie, bohaterstwo i oddanie to tylko jedna strona — drugą jest bezsensowność i głupota decyzji o zrywie w tamtym miejscu i czasie. Bez tej drugiej strony Powstania każda opowieść o nim będzie tylko opowiastką mającą łechtać nasze ego — a to uważam za zbrodnię wobec historii i samych powstańców.

17 odpowiedzi

  1. korekta obywatelska
    jest
    Gwoździem do trumny była sytuacja z 31 sierpnia. O 18:00 tego dnia miała rozpocząć się narada decydująca o wybuchu powstania.
    powinno być
    31 lipca
    :)

  2. UpsideDownRide

    Nie raz spotykam się z takimi opiniami – tylko czy są one uczciwe? Ja nie mam pojęcia do jakich informacji mieli dostęp wtedy ludzie. A powyższa krytyka zdaje mi się głównie umotywowana negatywnym rezultatem PW.

    Pochopny to osąd którego zasadność oparta jest tylko na opiniach innych po fakcie.

  3. To coś, co gadało w RWE po polsku nazywało Rozgłośnia Polska RWE.

  4. No niestety ale u nas najmocniej czci się przegranych. Zapytaj przechodnia o jedyne polskie zwyciężone powstanie i albo nie będzie wiedział albo błędnie strzeli że Listopadowe. Czekam aż ktoś nakręci film o Powstaniu z punktu widzenia cywilów którzy nie chcieli w nim uczestniczyć.

  5. Warszawiak

    Można i trzeba dyskutować i spierać się o przyczyny, zasadność I skutki Powstania.Jak widać w mediach, prasie, necie i księgarniach ta dyskusja trwa od kilku lat i będzie trwać. Jednak w dniu rocznicy dyskusję należy stonować i bez względu na opinie oddać hołd poległym i żywym bohaterom tamtych dni. Nie chodzi o gloryfikację klęski lecz o pamięć i refleksję.

  6. Podobno taka nieumiejętność przyznawania się do klęsk jest cechą ogólnoludzką, nie można więc raczej mówić o polskiej specyfice.

    @zaciekawiony:
    Ze zwycięskim powstaniem masz na myśli skutki wielkopolskiego, czy trzeciego śląskiego? Rewolucja 1905 też miała się Polsce opłacić.
    Myślę jednak, że kluczem nie jest czczenie przegranych, ale fakt centralności powstań listopadowego, styczniowego, czy warszawskiego. Powstanie wielkopolskie było jednak zrywem regionalnej mniejszości w Polsce; podobnie jak powstania śląskie… Faktycznie, chętnie bym tak zapisał i powstanie warszawskie jako regionalne, ale jednak Warszawa to stolica, a to znaczy, że jej lokalne wydarzenia nie są traktowane jak lokalne (zostawiam na boku kwestię, czy w tym przypadku ogólnopolskość obchodów jest słuszna, czy nie).
    Z rewolucją 1905 jest inna historia, ale i ona nie pasuje do schematu walki elit z centrum Polski z najeźdźcą pod sztandarem narodowym.
    To, że czcimy klęski nie wynika z zamiłowania do martyrologii, ale z tego, że nie mieliśmy we właściwym miejscu i czasie sukcesów (z wyjątkiem bitwy warszawskiej, ale to za dwa tygodnie).

  7. @UpsideDownRide:
    1) Kierownictwo powstania wiedziało, że Niemcy angażują spore środki do obrony Warszawy, co oznaczało, że ewentualne wejście Armii Czerwonej nie będzie, co najmniej, szybkie*. I że będzie z kim w Warszawie walczyć.
    Kierownictwo nie przerwało jednak przygotowań — bardziej obawiano się bałaganu, niż ewentualnej klęski.
    2) Postacie historyczne nie są osądzane za to, czy dobrze, czy źle chciało, ale za to, na ile trafne okazały się ich wyliczenia i oceny.

    *) Nie pamiętam, kiedy Stalin podjął decyzję, by powstaniu nie pomagać. Ale było to jakoś w drugim tygodniu sierpnia, bo dopiero wtedy jakikolwiek atak Armii Czerwonej był możliwy.Dla mnie to rozstrzygające, bo cała pozytywna kalkulacja brała pod uwagę zdobycie Warszawy przez Armię Czerwoną z marszu — tu chodzi i o zapasy, i o kalkulację kosztów, i o wpływ decyzji politycznej (przy zdobyciu z marszu stosunku Stalina nawet nie trzeba było rozważać).

  8. Zażenowana

    Jestem zażenowana czytając osądzające wpisy ludzi, którzy żyją w wolnym i bezpiecznym kraju. Czy powstanie w Gettcie też było porywem głupców? A może sprzeciwem bezbronnych ludzi, którym mordowali najbliższych i przyjaciół? Co by Pan zrobił na ich miejscu stał i grzecznie czekał aż Pana zabiją? Co by Pan zrobił gdyby na Pana oczach zabili Pana matkę, żonę, dzieci… Łatwo jest osądzać i krytykować z boku nie uczestnicząc w dramacie tych ludzi. Nie sądzę, aby Ci ludzie byli przekonani o wygranej. Ale nie poddali się bez walki. Czy Pańskim naiwnym zdaniem Warszawa bez tego powstania nie uległa by destrukcji? Czy Pańskim zdaniem dziedzictwo kulturowe, które zostało rozkradzione zostało by w naszym kraju? Tym ludziom należy się hołd i szacunek. Ci ludzie nie sprzedali naszego kraju, Ci ludzie go bronili i o tym należy pamiętać.

  9. @Zażenowana
    Czy powstanie w Gettcie też było porywem głupców?

    A ktoś chciał wywieźć całą ludność Warszawy do komór gazowych?
    Żydzi mieli „wybór” miedzą śmiercią w komorze gazowej a śmiercią w walce. Sytuacja Polaków była inna.

    Piszesz dramatycznie „ludzie ” – to była ARMIA Krajowa. Dowodzona przez ZAWODOWYCH wojskowych. I oni powinni dobrze wiedzieć czym to się skończy, bo uczyli ich tego w szkołach wojskowych.

  10. O wybuchu Powstania zadecydowało „tamto” pokolenie, które żyło w konkretnej rzeczywistości. Przez 5 lat upokarzane, mordowane, gwałcone, głodzone i… tak dalej. To oni w międzywojniu dorastali i mieli żywo w pamięci ledwo co odzyskaną wolność po zaborach. Nie chcieli po raz kolejny usłyszeć: finis Polonia!

    Dzisiaj, siedząc w wygodnym fotelu i poddawać krytyce „tamto” pokolenie pełne wartości uniwersalnych, które dziś po prostu zanikają, to jakaś cyniczna niezrozumiałość. Zresztą… brak mi słów.

    Cześć i chwała BOHATEROM!!!!

  11. @romeo
    O wybuchu Powstania zadecydowało „tamto” pokolenie, które żyło w konkretnej rzeczywistości. Przez 5 lat upokarzane, mordowane, gwałcone, głodzone i… tak dalej.

    Według mojego podręcznika historii Leopold Okulicki, który strasznie się palił do powstania, przybył do Warszawy z Londynu w maju 1944

  12. Dzień dobry,
    Będzie nowy wpis?
    Czy czytałeś „Made in Poland” Likiernika? Jeśli tak, to co sądzisz o tej książce?

  13. https://kangu24.com to jedyne z najlepszych miejsc gdzie mogą przechowywać państwo swoje rzeczy bez obawy o kradzież lub zniszczenie. Można je nazwać zarówno azylem starych rodzinnych pamiątek jak i kącikiem, w jakim chronimy rzeczy, o których inni nie muszą wiedzieć. Dzięki naszym procedurom, które każdy odbiorca musi przestrzegać szansę na niszczenie mienia lub kradzież są ograniczone w prawdzie do 0.

  14. https://kangu24.com to jedyne spośród najdoskonalszych miejsc gdzie mogą przechowywać państwo swoje sprawy bez obawy o kradzież lub zniszczenie. Można je nazwać zarówno azylem starych rodzinnych pamiątek jak i kącikiem, w którym chronimy rzeczy, o których pozostali nie muszą wiedzieć. Dzięki naszym strategiom, które każdy klient musi przestrzegać okazję na niszczenie mienia czy kradzież są ograniczone w zasadzie do 0.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *