Smutny świat Terlikowskiego

… to taki, w którym tylko matki mogą kochać swoje dzieci, a ustalenia świata naukowego muszą ustąpić „przemożnemu odczuciu”. Ale od początku.

W swoim artykule na Frondzie — Zmiana płci to bzdura. Ważny tekst „Polityki” — redaktor Tomasz Terlikowski stawia dość odważne tezy. Opisuje on w nim swoją reakcję na wstrząsający tekst Polityki o Konradzie, który mimo tego, że czuje się mężczyzną, musi zmagać się z ciążą powstałą w wyniku gwałtu. Terlikowski pragnie z niego uczynić dowód na to, że zmiana płci jest jedną wielką hucpą, ale, jak to bywa, w swoim zapale ewangelizacyjnym więcej ujawnia o sobie i swojej wizji świata, niż o tym, o czym miał pisać.

Na poparcie swojej tezy podaje dwa argumenty. Zacznijmy od pierwszego:

Po pierwsze [argument] biologiczny. Mężczyzna, a właśnie mężczyzną według polskiego prawa, jest Konrad, nie może zajść w ciążę. Nie może więc także korzystać z usług ginekologa, ani tym bardziej rodzić. Ale będzie to robił, i właśnie jako Konrad zostanie przyjęty na porodówkę. Absurd? Oczywiście, ale właśnie do takiego absurdu prowadzi zaakceptowanie procedury zmiany płci.

Nie wiem kiedy i w jakich warunkach Terlikowski uczył się biologii, ale śpieszę powiedzieć, że to nie do końca tak działa. Po pierwsze, istnieje kilka wymiarów, w jakich może być postrzegana płeć. Istnieje płeć chromosomalna, uwarunkowana tym, jakie chromosomy płciowe posiada dana osoba; płeć gonadalna, zależna od tego, jakie organy płciowe ktoś ma; płeć fenotypowa, zależna od „wyglądu zewnętrznego”; płeć socjalna, która zależy od tego, jaką rolę przyjmuje taka osoba w społeczeństwie; istnieje również płeć psychiczna, czyli poczucie identyfikacji z daną płcią. To tylko kilka z podstawowych podziałów płci, jakie można wyróżnić, ale już widać, że nie istnieje jedna „płeć biologiczna”.

Z wielu sensownych powodów, za tę „najważniejszą” uznaje się płeć psychiczną; znajduje to szczęśliwie odzwierciedlenie w polskim prawodawstwie. Jednym z nich jest to, że sferę umysłu i subiektywnych odczuć uznajemy za najważniejszą sferę człowieczeństwa i za coś, co stanowi o tym, kim dana osoba jest naprawdę. Przeszczep serca czy ręki nie zmienia tego, kim jesteśmy — przeszczep mózgu, choć na razie tylko teoretyczny, byłby tak naprawdę wymianą całej osoby. Choć to relikt dualistycznego spojrzenia na człowieka, jako istoty składającej się z ciała i duszy, można zaryzykować stwierdzenie, że „ciało, w którym ktoś żyje, to nie wszystko”.

Inną sprawą jest to, że te bardziej biologiczne wymiary płci często mogą spłatać psikusa.


Kobiety, które w swoich komórkach mają chromosom Y.

Na zdjęciu powyżej widoczne są szczęśliwe kobiety w pełnym znaczeniu tego słowa. Jednak istnieje pewien szkopuł — wszystkie z nich są, z genetycznego punktu widzenia, osobnikami męskimi. Zamiast dwóch chromosomów X posiadają one męski ich zestaw — XY. Jest to spowodowane zespołem niewrażliwości na androgeny. Ich komórki nie odpowiadają na stymulowanie męskimi hormonami płciowymi, więc w toku ich rozwoju ich ciała przyjęły żeńską formę. Innym przypadkiem jest hermafrodytyzm spowodowany nadmiarem androgenów in utero — zachodzi tu zupełnie odwrotna sytuacja, w której osoby genetycznie żeńskie (z zestawem XX chromosomów płciowych) wykształcają zewnętrznie męskie genitalia. Istnieją setki zespołów, w których nie wszystkie wymiary płci zgadzają się ze sobą.

Mężczyzna jak najbardziej może zajść w ciążę. Funkcje, możliwości i chromosomy jego ciała nie mają tutaj decydującego znaczenia.

Dlatego muszę sprostować przeinaczenie, które promuje Terlikowski — mężczyzna jak najbardziej może zajść w ciążę. Funkcje, możliwości i chromosomy jego ciała nie mają tutaj decydującego znaczenia. Konrad jest mężczyzną, ponieważ w ten sposób wykształciła się jego psychika. Jedyną rzeczą, którą można w tym wypadku zrobić, jest doprowadzenie do sytuacji, w której pozostałe wymiary jego płci (gonadalna, zewnętrzna, fenotypowa, hormonalna czy socjalna) jak najbardziej zgadzają się z płcią, z którą on sam się identyfikuje. Pozwoli mu to prowadzić szczęśliwe i produktywne życie.

Jedyne czego może tu dokonać Terlikowski, to jak najbardziej uprzykrzyć i tak już trudne życie Konrada, wbrew dowodom i w imię swojego dogmatyzmu negując oczywiste prawdy. Szczęśliwie — to tak nie działa.

Drugi jego argument jest o wiele bardziej osobisty i o wiele więcej mówi o nim samym, niż o Konradzie.

Nawet czysto psychologicznie widać – i to z tekstu z „Polityki”, że w istocie, Konrad jest kobietą, skrzywdzoną przez najbliższych, niepewną własnej tożsamości, ale kobietą. Gdy ktoś pokazuje jej dziecko (a ma już – jako ojciec jedno przyjęte i przysposobione), to się w nim natychmiast zakochuje, i chce się nim opiekować. To jednak bardzo macierzyńskie podejście, z ojcostwem niewiele mające wspólnego…

Smutny to świat, w którym tylko kobieta czuję potrzebę zapewnienia dziecku bezpieczeństwa.
Smutny to świat, w którym tylko kobieta czuję potrzebę zapewnienia dziecku bezpieczeństwa. Terlikowski mówi najprawdopodobniej z własnego doświadczenia, kiedy wyznaje, że potrzeba opieki nad dzieckiem ma z (jego) ojcostwem niewiele wspólnego. Przykre, że musieliśmy się tego dowiedzieć w takich okolicznościach.

Swoją drogą, także ten argument chybia celu o wiorsty. W jaki sposób fakt, że Terlikowski nie może sobie wyobrazić mężczyzny chcącego zaopiekować się dzieckiem, ma dowodzić tego, że nie ma takich mężczyzn? Gdyby tak było można, usilnie starałbym się nie móc sobie wyobrazić ludzi wierzących w nieracjonalne bzdury. Niestety, na razie jednak muszę je tylko prostować.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *