Ziemkiewicza oburza dawanie schronienia ofiarom przemocy

Moja wakacyjna przygoda, którą opisywałem w poprzednim wpisie, zostawiła mnie z bardzo niezdrowym dla mojej psychiki zainteresowaniem „niepokorną publicystyką”. Zainteresowanie to wynika z mojej osobliwej fascynacji tym, jak bardzo można wykrzywiać rzeczywistość, zanim ta nie podda się i nie wystrzeli majstrującej przy niej osobie w twarz. Jak na razie zaobserwowałem, że jej tolerancja na takie manipulacje jest bardzo duża i pomimo tego, że często aż trzeszczy w szwach i jęczy pod ciosami naginającymi ją, by pasowała w ramy dogmatu, sama niestety nie ma zamiaru stawić oporu temu gwałtowi.

W ramach mojego światopoglądowego safari zapoznałem się dzisiaj z tekstem Rafała A. Ziemkiewicza zamieszczonym w najnowszym numerze „Do Rzeczy”. Ziemkiewicz zajmuje się w nim wyjątkowo irytującej go sprawie (poświęcił jej cały swój felieton) — budowie schronienia dla homoseksualnych i transseksualnych ofiar przemocy. Można by pomyśleć, że pomysł ten nie mógłby w najmniejszym stopniu budzić kontrowersji, jednak — oto jest!

Oczywiście Ziemkiewicz próbuje zakamuflować swoją pogardę. W zgodzie z najlepszymi tradycjami „niepokornych” publicystów robi to w formie niby-zabawnych i niby-ironicznych „podchwytliwych” pytań, które mają za zadanie obnażyć absurdalność rzeczy, z którymi polemizuje, ale które zwykle obnażają tylko miałkość intelektualną piszącego. Podchwytliwe pytanie numer 1:

Czy stworzenie homonoclegowni odczytywać należy jako wstęp do odmawiania perwersom prawa do korzystania z miejsc dla normalsów?

Nie, nie należy. Nie zaskoczę nikogo, jeżeli powiem, że rozbraja mnie logika Ziemkiewicza — jaką umysłową ekwilibrystyką połączył on fakt stworzenia przystani dla prześladowanych z zachęceniem, do wyrzucania ich z innych przybytków. Nie trzeba być tytanem dedukcji, żeby domyślić się dlaczego takie miejsce zostało stworzone. Jak mówi rzeczniczka stowarzyszenia „Lambda” Yga Kostrzewa:

Zgłaszają się do nas osoby LGBT, które próbowały korzystać z istniejącej oferty i niestety w działających hostelach ponownie doznawały przemocy z powodu swojej orientacji seksualnej lub tożsamości płciowej.

Po przetłumaczeniu z ziemkiewiczowego na nasze witać, że swoim prześmiewczym pytaniem chce on w jakiś pokrętny sposób wykazać, że osoby homoseksualne robią coś złego, kiedy szukają dla siebie bezpiecznego miejsca. Że skoro nie chcą korzystać z istniejących domów pomocy, to pewnie na nie nie zasługują i powinni być z nich wypraszani. To obrzydliwe stanowisko, tym bardziej, że on sam znajduje się wśród osób, które przyczyniają się do takiego prześladowania. Nie byłoby takiego problemu, gdyby on i jemu podobni pozwalali każdemu, bez względu na orientację płciową, korzystać z istniejących instytucji. Tak jednak się nie dzieje, stąd potrzeba nowego ośrodka. Tekst ten daje postronnym wgląd w umysł autora, który najpewniej chciałby wyrzucić cały „niedogodny element” ze wszystkich miejsc, które mogłyby dać im bezpieczeństwo i tylko szuka pretekstu, by taki akt zracjonalizować. Takim pretekstem może być chociażby podjęcie działań, by prześladowanym przez niego osobom zapewnić bezpieczeństwo, z czym Ziemkiewicz nie może się najwyraźniej pogodzić.

Im dalej w tekst, tym stopień podłości wzrasta. Podchwytliwe pytanie numer 2:

To znowu rodzi ciekawość: skoro lokalizacja tego miejsca ma pozostać poufna, skąd mają o nim wiedzieć potencjalni klienci. Wiem, że istnieją prasa i portale „specjalistyczne”, tyle że wszystkie one mają mniej lub bardziej pornograficzny charakter. Takie sprofilowanie finansowanej przez Fundację Batorego placówki zdaje się wskazywać, że chodzi nie tyle o hotel, ile o dom schadzek. Być może inicjatorzy przedsięwzięcia nie wiedzą, że udostępnianie lokalu do takich celów nazywa się w prawie kuplerstwem i jest czynem karalnym. Wiem, fundacja jest bogata, więc może ma to wliczone w koszty.

Ziemkiewicz daje tu popis swojego prymitywizmu i poziomu uprzedzeń. Jego naostrzony jak brzytwa prawicowy sarkazm pozwala mu wspiąć się na wyżyny elokwencji, kiedy porównuje schronisko dla ofiar przemocy do burdelu. W jego zwichrowanym umyśle nie dość, że ofiary przemocy nie zasługują na schronienie (aż 12 osób!), to jeszcze pewnie jak dwa a dwa jest cztery zrobią z niego dom rozpusty.

Ziemkiewicz osiąga tu poziom najgorszych przedwojennych paszkwili antyżydowskich. Geje nie zasługują na żadną litość czy pomoc, są zdolni jedynie do prostytucji a jeszcze bezczelnie próbują się ukrywać, kiedy normalni ludzie pokazują im, gdzie ich miejsce.

Głupio się czuję musząc to pisać, ale geje, lesbijki i osoby transseksualne to też ludzie. Oni także czują, są zdolni do uczuć wyższych, ale też i cierpienia. Cierpienia, którego powodem są ludzie pokroju właśnie Ziemkiewicza. Ich dehumanizacja, próba pokazania jako istot niższych i niegodnych litości jest dokładnie tym samym mechanizmem, którego używali przedwojenni antysemici. Ziemkiewicz nie jest w tym momencie od nich lepszy.

Dalej nie jest lepiej. Podchwytliwe pytanie numer 3:

Co będzie, jeśli pomiędzy zdrowy, tęczowo-europejski „pokot” dostanie się jakiś „heteryk”? Powie ktoś: „Sam sobie będzie winien”. Jednak to nie takie proste. A jeżeli potem złośliwie wniesie pozew o molestowanie? A jeżeli to będzie jakiś prawicowy dziennikarz, który obsmaruje potem „kuzynów” w mediach?

Nie wiem z jakiej rzeczywistości Ziemkiewicz wysnuwa swoje hipotezy, ale najwyraźniej tak się zapamiętał w swoim dziele, że stracił kontakt z rzeczywistością. Nie dość, że te ohydne geje nie chcą korzystać z instytucji dla normalnych ludzi (co w sumie dobre…), to jeszcze chcą, żeby im burdel stworzyć, a i tak pewnie tam będą ludzi gwałcić. Po odarciu z pseudoelokwentnej otoczki tak właśnie wygląda przekaz Ziemkiewicza. Prymitywny i brudny przekaz, odwołujący się do najniższych emocji nienawiści i pogardy, oparty na niczym więcej, niż nieracjonalnych uprzedzeniach.

Co ciekawe, ani razu w całym tekście nie ma ani jednego bezpośredniego argumentu odnoszącego się do tego, dlaczego powstanie takiego hostelu jest złym pomysłem. Wszystko jest zaserwowane w prześmiewczo-ironicznym tonie, który zdaje się mówić: „Chyba nie muszę nawet tłumaczyć…” Cóż, ja nie pojąłem ani jednej z forsowanych przez autora zależności, na przykład tej pomiędzy budową schronienia a robieniem z niego burdelu, więc może opieranie swoich wypowiedzi na czymś więcej niż sarkazmie byłoby dobrym pomysłem.

Być może wyjaśni nieco ostatni akapit, tym razem już bez „podchwytliwości”:

Ileż ciekawych pytań… I to pomimo tego, że najciekawszego z nich – po kiego mianowicie czorta? – zadawać autorom tego poronionego pomysłu nawet nie warto. Gdyby przecież umieli myśleć, nigdy by im coś podobnego do głowy nie przyszło.

Niestety, argumentów nadal brak, jednak i bez nich możemy zrozumieć to, co Ziemkiewicz miał na myśli. Niewiele tego i w sumie mógł ten sam efekt osiągnąć o wiele krótszym „nie cierpię gejów.” Zaoszczędziłoby to wszystkim czasu i nerwów poświęconych na deszyfrowanie i znajdywanie sensu w jego wypowiedziach, jednak mogłoby odrzeć go ze statusu publicysty i zostawić jedynie z łatką prymitywnego homofoba.

Na stronie „Do Rzeczy” nad każdym z felietonów widać ładny banner ze zdjęciem jego autora lub autorki. Dobrym pomysłem byłoby umieszczenie na nim cytatu lub myśli, z którą dany autor najlepiej się identyfikuje. Na dobry początek proponuję takie oto hasło dla Ziemkiewicza:


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *