Nawet Terlikowski nie wierzy w to, że aborcja to morderstwo

Z racji tego, że są wakacje, pozwoliłem sobie na małą wakacyjną przygodę. Podobno dobrze robi wyrwanie się ze znajomego otoczenia, poznanie wcześniej nieznanego i wyjście ze swojego bezpiecznego otoczenia. Jako że nie stać mnie na wyprawę do Amazonki albo wypad do Kambodży, musiałem zadowolić się jedynie lekturą najnowszego Do Rzeczy, do czego zachęciła mnie obecność w nim dwóch największych postaci „sporu aborcyjnego” ostatnich lat — chodzi o wywiad z profesorem Chazanem przeprowadzony przez redaktora Frondy, Tomasza Terlikowskiego.

Pobieżne przejrzenie tego czasopisma zapewniło mi dawkę emocji nie mniejszą, niż stanięcie oko w oko z nosorożcem na afrykańskiej sawannie, będąc jednocześnie o wiele mniejszym zagrożeniem dla mojego zdrowia, przynajmniej tego fizycznego. Od razu bowiem zostałem zalany masą bigoterii, nietolerancji, antynaukowości i okopanej ignorancji. Oto bowiem jako sukces podawane jest, że „ponad połowa Polaków chce zakazu propagowania treści gejowskich” (ironiczne, zważywszy pod uwagę, że takie prawo zostało ostatnio uchwalone w tak znienawidzonej przez „środowiska patriotyczne” Rosji Putina); Bronisław Wildstein tłumaczy nam, że „zachowania homoseksualne są nienaturalne” i że „narzucane są nam jako norma” (pomimo, że największe światowe organizacje psychologiczne i psychiatryczne od dawna mówią coś zgoła przeciwnego, i pomimo, że nikt nie narzuca panu Wildsteinowi konieczności wstąpienia w związek z innym mężczyzną); część historyczna zaś przypomina o „poczciwych Żydziskach”. Takie rzeczy lubi czytać grupa ludzi, uważająca się za jedynych prawdziwych Polaków. Wróćmy jednak do głównego powodu sięgnięcia przeze mnie po to czasopismo — wywiadu Terlikowskiego z Chazanem.

Święty Chazan od bezmózgowia


Kreowanie Chazana na świętego lub męczennika nie jest nowym pomysłem wśród „niepokornych” mediów.

Wywiad zaczyna się od razu porównaniem z grubej rury.

Terlikowski: Czuje się pan profesor Szawłem, św. Pawłem ruchu pro-life?

Chazan: Rzeczywiście czasem tak się czuję, ale raczej w kwestiach prywatnych, niż w dziedzinie pro-life.

Dla tych, którzy nie znają historii chrześcijaństwa, święty Szaweł, inaczej Paweł z Tarsu, był Żydem, który początkowo prześladował chrześcijan, jednak po tym, jak ukazał mu się Jezus, nawrócił się na chrześcijaństwo i prowadził misje ewangelizacyjne. Skąd takie porównanie? Dowiadujemy się tego kilka akapitów niżej:

Terlikowski: Aborcje jednak pan profesor wykonywał?

Chazan: Tak.

Terlikowski: Wie pan mniej więcej ile?

Chazan: Może 500.

Okazuje się, że nawet obecny poster boy polskiego ruchu przeciwko prawom kobiet kiedyś wykonywał aborcje, i to w dość dużej liczbie.

Po przeczytaniu tego fragmentu wywiadu zacząłem się mocno zastanawiać. Nie jest mi bliski sposób myślenia osób, które za obowiązek stawiają sobie odbieranie kobietom kontroli nad własnym ciałem, ale przynajmniej jeden z ich postulatów znam dobrze: aborcja to morderstwo, koniec kropka. Aktywiści tacy lubują się w graficznych opisach bestialskiego jakoby procederu. Ot, na przykład Joanna Najfeld tak opisywała zgodne z prawem procesy przerywania ciąży w szpitalu im. Świętej Rodziny:

Dwa dni po pozbyciu się Profesora Chazana, w jego byłym szpitalu zamordowano pierwsze dziecko.

Krew tego niewiniątka obryzgała nie tylko kafelki przy Madalińskiego.

Prześladowcy Profesora Chazana – ta krew jest na was.

Macie ją za paznokciami. Poplamiła wam koszule, oblepiła klawiatury, rozmazała się na waszych biurkach. Śmierdzi od was tą krwią.

Śmierdzi od lekarza, którzy zabił to dziecko. Śmierdzi od tych, którzy usunęli Profesora Chazana i sprowadzili szpital św. Rodziny do poziomu innych stołecznych rzeźni. Śmierdzi od pracowników mediów, którzy nagonkę na Profesora na zlecenie poprowadzili.

Nie spierzecie tej krwi i nie doszorujecie w prysznicu. Nie zalejecie drogimi perfumami ani butelką whisky.

Morderstwo, rzeź, bryzgająca krew, która brudzi klawiatury i biurka, smród posoki — oto jak aborcję wyobrażają sobie „obrońcy życia”. Jak to się ma do profesora Chazana?

Jaką moc mają przeprosiny?

Jak w stosunku do profesora Chazana zachowuje się Terlikowski? Duchowy przywódca stronnictwa do kierowania życiem innych podchodzi do niego zaskakująco łagodnie. Powtórzmy jeszcze raz: według niego i jemu podobnych aborcja to morderstwo, a przerwanie ciąży równa się zabiciu z zimną krwią bezbronnego człowieka — o ile nie jest nawet gorsze, bo to zabicie dziecka, niewiniątka (nie przeszkadza im w tym fakt, że między zarodkiem lub płodem, na którym wykonywana jest aborcja, istnieją drobne różnice, na przykład posiadanie działającego mózgu).

Jakie zdanie o Chazanie, który dokonał około 500 aborcji, ma Terlikowski? Zadziwiająco, przyrównuje go do świętego.

Czy osoba, która zabiłaby ponad sześć razy więcej osób niż Breivik mogłaby liczyć na przyrównanie przez Terlikowskiego do świętego?

Wyobraźmy sobie, że Terlikowski prowadzi wywiad z człowiekiem, który zamordował 500 prawdziwych ludzi — takich z rodzinami, wspomnieniami, karierami i uczuciami. Jak rozmawiałby z taką osobą i jak by ją nazywał? Czy do zupełnego zapomnienia mu przewin wystarczyłoby przyznanie, że teraz już myśli inaczej, że żałuje i że „takie były czasy”? Czy osoba, która zabiłaby ponad sześć razy więcej osób niż Anders Breivik mogłaby liczyć na przyrównanie przez Terlikowskiego do świętego?

Oczywiście nie. Nie sądzę, by jakakolwiek ilość przeprosin skłoniłaby Terlikowskiego, by nie domagać się dożywotniego więzienia dla takiej osoby. Nie sądzę też, by była ona przez niego nazywana inaczej, jak „morderca”, bo nie wystarczy zabić człowieka i powiedzieć „przepraszam”, by zmazać z siebie winę. Słowem, choć Terlikowski mówi, że aborcja to morderstwo dziecka, za słowami nie idą czyny.

Skąd ta różnica w traktowaniu? Wydaje mi się, że najbardziej prawdopodobna odpowiedź jest taka — nawet Terlikowski nie traktuje aborcji jak morderstwa. Owszem, mówi tak wszem i wobec oraz głosi to hasło od wielu lat, jednak to po prostu brudny chwyt wycelowany w osoby od innych poglądach od niego. Kiedy brakuje racjonalnych argumentów na poparcie swojego stanowiska, zawsze można sięgnąć po naciągane, ale silne emocjonalnie slogany. Tak też jest i w tym przypadku.

Terlikowski wcale nie stawia na pierwszym miejscu ochrony życia nienarodzonego, tylko swoją ideologię. Nie o te wszystkie płody mu chodzi — chodzi mu głównie o kontrolę nad innymi i zmuszenie ich, do postępowania według jego fanatycznych reguł. Rozmiar jego hipokryzji widać wyraźnie, kiedy porównamy jego ocenę dwóch postaci: profesora Chazana i Alicji Tysiąc.

Naszym wolno więcej

Jak porównują się te dwie historie? Profesor Chazan dokonał około 500 aborcji dla zarobku, rutynowo. Jak mawiano w tamtych czasach dosadnie o ginekologach zajmujących się aborcją: „Tysiąc piczek i moskwiczek”.

Alicja Tysiąc była kobietą, która z powodu poważnej wady wzroku ubiegała się o aborcję, ponieważ jej okuliści uznali, że kolejna ciąża mogła spowodować utratę wzroku. Mimo tego, że prawo wyraźnie stanowi, że aborcja może zostać przeprowadzona legalnie, kiedy ciąża i poród stanowią zagrożenie dla zdrowia matki, odmówiono jej tego świadczenia. Tysiąc urodziła trzecie dziecko, ale wysokim kosztem — nastąpił u niej wylew krwi do plamki żółtej powodujący dalsze pogorszenie jej wzroku. Komisja lekarska ustaliła, że ubytek w jej zdolności widzenia powoduje, że wymaga ona stałej pomocy społecznej. Alicja Tysiąc tak motywowała swoją decyzję o aborcji:

Ja się bałam, bo miałam już dwójkę dzieci. A być niewidomą i wychowywać dzieci? Co innego, gdy jest się osobą niewidomą od początku, to człowiek uczy się z tym żyć. A w tym wypadku pani traci wzrok i co?

Alicja Tysiąc wstąpiła na drogę sądową w celu uzyskania odszkodowania za uniemożliwienie jej skorzystania ze swoich praw, a następnie zgłosiła skargę do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka wobec państwa polskiego za naruszenie praw, których zobowiązało się strzec.

Jeżeli powie się, że aborcje to morderstwo, może być ich wybaczone i 500. Jeżeli jest się kobietą, która chce ustrzec się bycia niewidomą, można być przyrównaną do hitlerowskiego zbrodniarza.

Kogo Terlikowski darzy większym uznaniem — osobę, która, według jego światopoglądu, dokonała 500 morderstw, czy kobietę, która ze względu na zagrożenie utraty wzroku chciała przeprowadzić aborcję, jednak wbrew prawu jej to uniemożliwiono, za co chciała uzyskać odszkodowanie?

Okazuje się, że jeżeli tylko stanie się po stronie Terlikowskiego i potwierdzi, że aborcje to morderstwo, takich „morderstw” może być wybaczone i 500, a samemu można być przez niego przyrównanym do świętego. Jeżeli jednak jest się kobietą, która chce ustrzec się bycia niewidomą, dla Terlikowskiego to powód do przyrównania do hitlerowskiego zbrodniarza odpowiedzialnego za śmierć milionów osób — tym razem jednak tych prawdziwych.

Hipokryzja nie jest obca ludziom, którzy za nic mają elementarne ludzkie prawa i wyżej od samych ludzi stawiają swoje ideologie. Ten przypadek dobrze pokazuje sposób myślenia Terlikowskiego i jemu podobnych ludzi, którzy mimo tego, że usta pełne mają miłosierdzia i zrozumienia dla bliźniego, za cel życia stawiają sobie kontrolę innych i narzucanie im swojego światopoglądu. Nawet dla Terlikowskiego aborcja i morderstwo to nie to samo — nie spowoduje to jednak, że argument ten zostanie przez niego zarzucony. W jego fanatycznej walce o narzucenie innym swojego światopoglądu, przy braku innych racji, krzyczenie o morderstwie jest zbyt cennym narzędziem by się go pozbywać. Nawet jeżeli stosuje się przy tym dwójmyślenie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *