Można inaczej – ksiądz za zniesieniem konkordatu, małżeństwami jednopłciowymi, in-vitro i prawem do aborcji

Księdzu temu nie grozi zakaz wypowiedzi dla mediów, przeniesienie na „odpowiednią placówkę” ani wyrzucenie ze stanu kapłańskiego. Nie musi się też tłumaczyć wściekłym przełożonym biskupom, którzy szybko pośpieszyliby zdementować jego stanowisko jako niezgodne z nauką Katechizmu i wolą Boga. Nie spotkają go też wściekłe komentarze internetowych dewotów zarzucających mu zdradę sakramentów.

Dla wszystkich przecierających oczy ze zdumienia, już wyjaśniam, w czym tkwi haczyk – chodzi tu o księdza ewangelicko-reformowanego.

Kazimierz Bem
Dr Kazimierz Bem – pastor ewangelicko-reformowany, autor komentarza dla „Rzeczpospolitej”.

W bardzo ciekawym komentarzu, który napisał dla Rzeczpospolitej dr Kazimierz Bem, można znaleźć wiele stwierdzeń, które dla Polaka mogą wydawać się niemożliwe do napisania przez osobę duchowną. Sprawę może wyjaśnić to, że pastor Bem jest doktorem prawa w USA, przez co nie ograniczają go przyjęte w Polsce standardy dla duchownych oraz specyficzne polskie pojmowanie praw człowieka. Jego wykształcenie pozwala mu rzucić kilka celnych uwag pod adresem obowiązującej w naszym kraju symbiozy kościelno-państwowej. Polecam całą tę lekturę, w której pastor Bem zręcznie dekonstruuje manipulacje profesora Zolla w sprawie wzajemnych stosunków prawa i sumienia, poniżej przytoczę tylko co ciekawsze fragmenty.

Przypomnijmy raz jeszcze, że w Polsce nikt nie zmusza nikogo do bycia lekarzem, sędzią albo urzędnikiem stanu cywilnego. Gdy jednak się na takie zawody zdecydujemy, to państwo – a nie Kościół – ma prawo i obowiązek nakreślić ich wymagania i granice. Gdy kłócą się one z naszym sumieniem – musimy podjąć samodzielną decyzję, czy oddać cesarzowi, co cesarskie, czy Bogu, co boskie.

Dyrektor Chazan użył państwa i swojego stanowiska, by narzucić swoją własną religię i swoją etykę tym osobom, które ich nie podzielały. Jest to niedopuszczalne zarówno moralnie, jak i prawnie. To on naruszył konstytucję i prawa innych – nie odwrotnie.

Skoro Kościół rzymski w Polsce nie czuje się związany arcykonserwatywną konstytucją z 1997 roku, być może nadszedł wreszcie czas, by ją zmienić. By słabą „bezstronność” państwa w sprawach światopoglądowych zastąpić „świeckością”. By stosunków państwo–Kościół nie regulował korzystny dla Kościoła konkordat, ale zwykła ustawa – podobnie jak z innymi Kościołami w Polsce.

By, jak w ciągle rosnącej liczbie państw na świecie, wprowadzić nie tylko związki partnerskie, ale wprost małżeństwa jednopłciowe, bo nie ma żadnych racjonalnych ani naukowych powodów, by dalej dyskryminować nieheteroseksualnych Polaków w ich życiu rodzinnym. By dorosłym Polakom pozwolić decydować o swoim życiu (in vitro, aborcja, testament życia) oraz o tym, jak i z kim chcą je przeżyć.

Gorliwi katolicy, tacy jak profesorowie Zoll, Chazan czy minister Królikowski, nie są i nie będą do niczego zmuszani: ani do wykonywania aborcji, ani do zawierania małżeństw jednopłciowych, ani do pobierania organów czy nawet chodzenia do lekarza, jeśli ich wiara im na to nie pozwala. Ale wreszcie utracą możliwość, by swoje własne, osobiste poglądy religijne narzucać innym, twierdząc, że gdy się im na to nie pozwala, są dyskryminowani i prześladowani.

Nadszedł czas, by po „25 latach wolności” konserwatywni panowie przestali nawracać nas za pomocą prawa.

Szokujące, prawda? I to nie tylko to, że mogą istnieć osoby duchowne wypowiadające się w takim tonie, ale też że istnieć może taki kontrast pomiędzy duchownymi religii dominującej w Polsce, nominalnie pokoju, miłosierdzia i współczucia, a między duchownymi w krajach, w których życie nie jest zdominowane przez jedną denominację.

Jedno jest pewne – można inaczej. Polski spaczony system „niedrażnienia” Kościoła katolickiego nie jest jedyną opcją. Można domagać się niewtrącania się Kościoła do spraw dotyczących wszystkich obywateli – nawet samemu będąc duchownym. To odświeżające zobaczyć, że duchowni to nie tylko fundamentalistyczny polski kler, wyżej ceniący swoje uprzedzenia niż rozsądek, chcący siłą narzucić swoje przekonania wszystkim i traktujący kraj jak swoje podwórko, ale także ludzie myślący, którzy wierzą w wolność drugiego człowieka do decydowania o swoim własnym życiu i nie tkwią w ohydnym bagnie własnych fobii i nienawiści.

Szkoda tylko, że duchownych takich i takiej religii nie ujrzy się w najbliższym czasie w Polsce.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *