„Stop pedofilii” po katolicku

W cieniu afery z profesorem Chazanem w roli głównej przez media przemknęła ukradkiem wiadomość o tym, że komitet „Stop Pedofilii” zebrał 250 tysięcy podpisów pod obywatelskim projektem zmiany w kodeksie karnym, która mówiłaby:

Tej samej karze [ograniczenia wolności albo pozbawienia wolności do lat 2] podlega, kto publicznie propaguje lub pochwala podejmowanie przez małoletnich poniżej lat 15, zachowań seksualnych, lub dostarcza im środków ułatwiających podejmowanie takich zachowań.

Artykuły o tym opublikowano między innymi na stronach Onetu, Gazety Wyborczej czy Rzeczpospolitej, ale sprawa nie zyskała takiej uwagi, na jaką zasługuje. Jak mówi Krzysztof Kasprzak z Fundacji Pro — Prawo do Życia, zastępca pełnomocnika Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej „Stop pedofilii”:

Dziś mamy taką sytuację, że na każdym kroku nasze dzieci są demoralizowane i seksualizowane. To, co lobby homoseksualne wspierane przed urzędników próbuje wprowadzić do polskich szkół, to skandal. Musimy się temu zdecydowanie przeciwstawić.

Sprawa jest z jednej strony śmieszna, bo poważne mówienie, że edukacja seksualna to pedofilia nie zasługuje na nic innego, niż wyśmianie. Z drugiej strony trochę mi nie do śmiechu, bo pod projektem tej ustawy podpisało się ćwierć miliona Polaków. Nawet biorąc pod uwagę, że pewnie część z nich nie wiedziała co podpisuje, to o ćwierć miliona osób za dużo. Jestem też zwyczajnie poirytowany, bo to chyba największa koncentracja najmniej lubianych przeze mnie kłamstw i manipulacji na jaką się ostatnio natknąłem. Sprawa jest tym bardziej oburzająca, że to pod przykrywką troski o dzieci jawnie i z rozmysłem przemyca się najgorszą postać ludzkiej bigoterii i zaściankowości — agresję w stosunku do wiedzy, która jest niezgodna z czyimiś dogmatami i stereotypami.

Stop czemu?

Mariusz Dzierżawski
Mariusz Dzierżawski, inicjator akcji, obrońca polskich dzieci przed zagrożeniem edukacji.

Intencje Komitetu, od początku całkiem wiadome, stają się przejrzyste jak kryształ po odwiedzeniu ich strony (stoppedofilii.pl). Wita nas wielki banner z napisem „Stop pedofilii” zaraz obok przekreślonej tęczy. Poniżej widnieje klasyczny obrazek dwóch skąpo ubranych panów niosących tęczową flagę opatrzony przechodzącym od razu do rzeczy i nie owijającym w bawełnę podpisem: „ONI IDĄ PO TWOJE DZIECKO”. Strona od razu wytacza ciężkie działa, nie bawiąc się w subtelności — wszędzie znajdują się teksty, które mają wzbudzić w czytelniku lęk i obrzydzenie. „Edukacja rozbudzająca seksualnie dzieci”, „Zamach na prawa rodziców i rodzinę”, „Przygotowanie dzieci do aktów pedofilii”, „Sodomici chcą naszych dzieci” — to prawdziwe tytuły.

Przesłanie jest proste; można nawet powiedzieć, że prostackie — homoseksualiści to pedofile, którzy marzą tylko o tym, aby dopaść twoje dziecko. Oni i rząd stoją za spiskiem mającym na celu odebranie potomstwa rodzicom, zniesienie tożsamości płciowej ich dzieci, zmuszanie je do aktów seksualnych i w końcu wydanie je pedofilom, którzy będą mogli zrobić z nimi co zechcą.

Przypomina to fantastyczne teorie spiskowe wypisywane mętnym językiem po różnych forach internetowych i sekcjach komentarzy. W obu tych rzeczach występuje podobny poziom oderwania od rzeczywistości, podobna doza fundamentalistycznej nietolerancji i podobne bezrozumne zaślepienie. Teraz jednak mamy poważny problem, bo ludzie ci wyszli z forów internetowych, założyli Komitet Inicjatywy Ustawodawczej i mają ćwierć miliona głosów za projektem, który chce zmieniać prawo tak, aby pasowało do ich fanatycznego światopoglądu. Bez skrupułów używają przy tym brudnych, emocjonalnych zagrań opartych na rozpowszechnianiu kłamstw, manipulacji i stereotypów.

Jak zwykle popisują się też politycy, zarówno z PO, jak i z PiS.

Myślę, że każdy, komu choć trochę zależy na dobru dzieci, pochyli się nad tą propozycją – mówi „Rz” poseł Andrzej Jaworski z PiS. – Każdy z nas będzie musiał się opowiedzieć. Dla mnie ten projekt jest bardzo ważny i będę namawiał posłów do jego poparcia – podkreśla.

Projekt za ważny uznaje także senator Jan Filip Libicki z PO. – Podpisuję się pod nim tak samo, jak robiłem to z wcześniejszymi inicjatywami fundacji – tłumaczy senator. – Chociaż uważam, że czasem można byłoby używać delikatniejszego języka – dodaje. Podkreśla, że posłowie nie powinni odrzucać projektu w pierwszym czytaniu, bo wtedy obywatele mogą mieć wrażenie, że się ich lekceważy, tylko skierować go do prac w komisji.

Nie wiem, czy parlamentarzyści ci naprawdę sądzą, że projekt ten ma na celu dobro dzieci, czy po prostu jednak trochę głupio im otwarcie przyznać, że są prymitywnymi homofobami, którym zależy na kolejnej nagonce na homoseksualistów. Sądząc po deklaracji senatora Libickiego, stawiam jednak, że chodzi o to drugie. Choć nie przyznają tego publicznie, popierają oni głupią i szkodliwą ideologię, ponieważ sami ją wyznają. Ten projekt należy zlekceważyć, tak jak należy robić ze wszystkimi nienawistnymi pomysłami, opartymi na nieracjonalnych uprzedzeniach. Nie zrobienie tego obnaży tylko brak zdrowego rozsądku i poszanowania dla prawdy oraz obywateli w polskim parlamencie.

Nie wiem, czy parlamentarzyści ci naprawdę sądzą, że projekt ten ma na celu dobro dzieci, czy po prostu jednak trochę głupio im otwarcie przyznać, że są prymitywnymi homofobami.

Sprawy nie ułatwiają dziennikarze, którzy bezrefleksyjnie powtarzają brednie Komitetu, przy okazji opisywania ich stanowiska — przykładem niech będą wiadomości o zdeprawowanych niemieckich przedszkolach, które bez komentarza pojawiają się w co drugiej notce. Przyczyniają się tym do rozpowszechniania tych bzdur i czynienia pomysłów Komitetu tym łatwiejszymi do przyjęcia dla społeczeństwa. Być może zweryfikowanie ich wymaga chęci i wysiłku, ale tego właśnie oczekuję od środowiska dziennikarskiego.

Jak (nie)mówić o seksualności

Pierwsze zagrożenie, które opisuje na swojej stronie Komitet, jest takie: „LGBQT będą uczyć twoje dzieci”. Już się ucieszyłem, że ktoś w Ministerstwie Edukacji okazał się na tyle mądry, by zaprosić na lekcje edukacji seksualnej osoby o różnych orientacjach płciowych, doznałem jednak zawodu. Komitet wyraża tylko oburzenie faktem, iż grupy LGBTQ wysłały list do nowej Minister Edukacji z propozycją spotkania w celu włączenia tematyki LGBTQ i antydyskryminacyjnej do programu nauczania. To okazało się dla komitetu za wiele — nie chcemy przecież, żeby nasze dzieci wiedziały o takich sprawach. W prawidłowej szkole powinny przecież nauczyć się, że pedały i lesbijki to zboczeńcy, którzy nie są prawdziwymi Polakami.

Dalsze oburzenie (ze strony tej wylewa się ono potokami) dotyczy propozycji oparcia polskiej edukacji seksualnej na najnowszych wytycznych WHO, opracowanych przez światowych specjalistów w tych dziedzinach. Głównym powodem zmartwień jest podejście w niej do masturbacji, która nie tylko nie jest tam kategorycznie niedopuszczalna, ale nawet traktowana jako naturalna część ludzkiej seksualności. Raport ten posuwa się nawet tak daleko, aby (o zgrozo!) zalecać rozmowę z dzieckiem o fakcie, że dotykanie własnego ciała może być przyjemne. Innymi niedopuszczalnymi zaleceniami są „promowanie szacunku dla różnych norm seksualności” albo informowanie o „różnicach pomiędzy tożsamością płciową i płcią biologiczną”. Obrywa się też Grupie Edukatorów Seksualnych „Ponton” za „proponowanie szkołom zajęć z uczniami na temat seksu”.

Przypuszczam, że dla Komitetu najlepszą formą edukacji seksualnej byłyby formy tradycyjne, to znaczy oglądanie świerszczyków pod salą gimnastyczną albo pogadanki wykładane przez kolegów ze starszych klas. Rodzice i szkoła powinny zachować godne milczenie, licząc na to, że dzieci nie dowiedzą się o takich paskudnych sprawach jak masturbacja czy antykoncepcja i nie będą mieć z nimi problemów. Ich ewentualną rolą byłoby zapewnienie, że masturbacja jest tak samo zła jak gwałt (bo to gwałt na ciele podarowanym przez Boga), jest skutkiem poddania się podszeptom Szatana, a każdy, kto to robi, pójdzie do piekła — zapewnia to odpowiednią mieszankę poczucia winy i obrzydzenia sobą. Metoda ta, aprobowana przez Kościół, a przez to z błogosławieństwem Komitetu, od wieków skutecznie chroni młodzież z całego świata przed sięganiem po masturbację — a przynajmniej Komitet zdaje się tak sądzić.

Good boys
Tradycyjny sposób chronienia młodzieży przed masturbacją — działa jak wszystkie inne.

Fakty jednak mówią coś zgoła innego. Można się tego dowiedzieć chociażby czytając uważnie wytyczne WHO, linkowane przez stronę Komitetu. Masturbacja jest zdrowym przejawem normalnej ludzkiej seksualności — uznawana jest za taką przez wszystkie obecne medyczne autorytety, podręczniki i badania w tej dziedzinie1, 2, 3, 4, 5, 6, 7. Zainteresowanie własnym ciałem pojawia się samo bardzo wcześnie, między drugim a trzecim rokiem życia. W tym samym czasie przychodzi odkrycie autostymulacji. Masturbacja jest zarówno powszechna — według pewnych badań wykonuje ją około 97 procent mężczyzn i 80 procent kobiet — jak i zupełnie bezpieczna — sama w sobie nie prowadzi do jakichkolwiek negatywnych efektów, zarówno fizycznych, jak i psychicznych. Jak ujmuje to podręcznik Introduction to Psychology: Gateways to Mind and Behavior:

Fifty years ago, a child might have been told that masturbation would cause insanity, acne, sterility, or other such nonsense. „Self-abuse,” as it was then called, has enjoyed a long and unfortunate history of religious and medical disapproval. The modern view is that masturbation is a normal sexual behavior. Enlightened parents are well aware of this fact. Still, many children are punished or made to feel guilty for touching their genitals. This is unfortunate because masturbation itself is harmless.

Jedyne negatywne efekty masturbacji w postaci poczucia winy albo strachu wynikają z napiętnowania jej jako „złej” lub „grzesznej”, co nie ma żadnej podstawy w rzeczywistości i jest wyłącznie wynikiem szkodliwych przesądów.

Co więcej, poza tymi oczywistymi, ma ona wiele innych pozytywnych efektów, może na przykład pozwalać poznać lepiej swoje preferencje i poprawić zdrowie seksualne w związku, poprzez nauczenie się co dla partnera lub partnerki jest najprzyjemniejsze oraz wyrównanie różnicy w potrzebie seksu. Istnieją też bardziej przyziemne korzyści — według badań masturbacja obniża ciśnienie tętnicze, obkurcza obrzęknięte nosowe naczynia krwionośne, chroni przed chorobami serca i, co jednak mniej pewne, zmniejsza prawdopodobieństwo raka prostaty u mężczyzn. Dwukrotne zwiększenie częstości orgazmów tygodniowo koreluje z prawie o połowę zmniejszonym współczynnikiem śmiertelności8. Niektórzy lekarze wprost zalecają zwiększenie aktywności seksualnej, w tym masturbacji, jako trening dla ochrony przed chorobami układu naczyniowego9.

Postawa komitetu nie jest jednak oparta na faktach, tylko na przesądach i ignorancji, więc dowody nic tu nie zmienią. Seksualność i masturbacja będą malowane jako groźne i ohydne, bo ludzie ci chcą je takimi widzieć — cóż zaś groźniejszego dla fanatyka od niezależnych od jego wpływów chłodnych faktów, przeczących jego poglądom? Stąd właśnie ta agresja, stąd przekonanie o potrzebie krucjaty i stąd chwytanie się wszystkich sposobów, by nie wpuścić niewygodnej prawdy do szkół.

Rozbudzanie dzieci

Dość kuriozalną obawę Komitetu podsumowuje czerwony nagłówek kolejnego artykułu: „Ta edukacja będzie zmierzała do rozbudzenia seksualnego Twoich dzieci.” Komitet zdaje się sądzić, iż głęboko w dziecku tkwi utajona bestia seksu, która — jeżeli obudzona najlżejszym wspomnieniem tego tematu — przemieni je w rozseksualizowanego potwora o niezaspokojonych żądzach. Aż głupio mi się robi, kiedy muszę to wyraźnie powiedzieć, ale jest to zupełna bzdura.

Zainteresowanie swoim ciałem jest naturalną częścią rozwoju i dojdzie do niego niezależnie od tego, czy o tych sprawach się dzieckiem rozmawia, czy nie. Wbrew chęciom i usilnym staraniom konserwatystów jedyna rzecz, którą można zrobić, to dostarczyć im obiektywnych, prawdziwych i nieoceniających informacji o tym, co ich interesuje, przez co przechodzą i z czym spotkają się w przyszłości. To podstawa nowoczesnej edukacji seksualnej, przynosząca dobre efekty, wbrew temu, co twierdzą jej przeciwnicy10.

Opublikowana w 2002 roku metaanaliza profesora DiCenso oparta na randomizowanych badaniach rozprawia się z mitem, że edukacja seksualna doprowadza do „seksualnego rozbudzenia”. Co więcej, cztery z badanych programów, te oparte na nauczaniu abstynencji, skutkowały zwiększeniem szansy zajścia w ciążę o 50% wśród dziewcząt poddanych takiej „nauce”. Jak piszą autorzy:

There is some evidence that prevention programmes may need to begin much earlier than they do. In a recent systematic review of eight trials of day care for disadvantaged children under 5 years of age, long term follow up showed lower pregnancy rates among adolescents. We need to investigate the social determinants of unintended pregnancy in adolescents through large longitudinal studies beginning early in life and use the results of the multivariate analyses to guide the design of prevention interventions.

Wniosek jest prosty — jeżeli chce się zmniejszyć ilość ciąż wśród nieletnich, trzeba wdrożyć edukację seksualną i wdrożyć ją wcześnie.

Michalik
Arcybiskup Michalik — znawca rozbudzonych seksualnie dzieci.

W dalszej części artykułu znów obrywa się rządowi i standardom WHO oraz BzgA, a do tego pojawia się informacja, że pomocami dydaktycznymi „do standardów” są Wielka Księga Cipek i Wielka Księga Siusiaków (polecam obie książki!). Nie wiadomo skąd takie informacje i nie wiadomo dlaczego miałoby być to złe, ale wiadomo, że na sam widok mamy czuć wzbierające w nas oburzenie. Znów na celowniku jest „Ponton”, tym razem za wizję celów edukacji seksualnej, która „nie ma żadnego związku z przygotowaniem do zawarcia małżeństwa, założenia rodziny i wychowywania dzieci” — przypominam, że nadal chodzi o edukację seksualną. Oczywiście jest to nieprawdą, ponieważ edukacja seksualna, przez zwiększenie wiedzy o tym, jak wygląda ludzka rozrodczość, jest świetnym przygotowaniem do wszystkich tych rzeczy — o tym jednak nie dowiemy się od Komitetu.

Wielkie zdziwienie wywołało we mnie to, że Komitet odnosi się wrogo także do „Powszechnej deklaracji praw seksualnych”, wśród których znajduje się prawo do odrębności seksualnej, integralności oraz bezpieczeństwa seksualnego ciała; prawo do prywatności seksualnej albo prawo do przyjemności seksualnej. Komitet „Stop pedofilii” przeciwny prawu do bezpieczeństwa seksualnego — nie da się tego zmyślić.

Do walki włączany jest również hit sezonu — „ideologia gender”. Chociaż nikt nie za bardzo kojarzy, czym ten okropny dżender jest i co tak właściwie on proponuje, zawsze warto do przywołać w debacie i wykazać jego odpowiedzialność za wszystkie przypadłości dzisiejszego świata, od gejów i transwestytów po zwiększoną liczbę opętań. Mówi o nim załączony artykuł z portalu wPolityce, który mówi o „SZOKUJĄCYCH MATERIAŁACH edukacyjnych” i „radosnym i bezrefleksyjnym otwieraniu najmłodszych już dzieci na seksualność”. Epatuje też opisywaniem metod nauki, takich jak rysowanie narządów płciowych, oraz z jakiegoś względu przeciwny jest „rozwijaniu pozytywnego nastawienia w stosunku do własnego ciała i jego wszystkich funkcji” u dzieci. Najwyraźniej jest to stan zupełnie niepożądany przez Komitet „Stop pedofilii”.

W artykule wiele miejsca poświęcone jest wideo tańczącego penisa, który odwodząc i przywodząc swój napletek doprowadza do ejakulacji. Ma to być standard edukacji seksualnej w dekadenckiej i upadłej Belgii. Skąd pochodzi filmik, jaki jest jego kontekst, skąd pewność, że tak właśnie ma wyglądać ta edukacja — tego artykuł nie mówi, ale przecież to niepotrzebne, kiedy ma się wymowny dowód deprawacji, która może zagrażać naszym dzieciom. Innym dowodem rzeczowym jest pudełko z materiałami edukacyjnymi — wśród nich materiałowe modele genitaliów — które używane są w szwajcarskich przedszkolach. Oczywiście ani zająknięcia o tym, że pudełko zawiera również książki, poradniki i inne modele, a celem programu ma być nauczenie dzieci odróżniania stosownego od niestosownego dotyku oraz uczenie ich odmowy w sytuacjach zagrożenia. Jedyne, co chce widzieć tam autorka to niewinne i pozbawione seksualnego kontekstu anatomiczne modele, które służą przekazaniu wiedzy na temat własnego ciała — wbrew wszelkiemu rozsądkowi przerobione na zagrażające dzieciom demoralizujące obiekty. Podnoszeniu krzyku tylko dlatego, że dzieci będą mogły dowiedzieć się, jak wyglądają genitalia nie jest zbyt poważne.

Zalecanie abstynencji metodą na ciąże

Bez względu na to, co próbują wmówić rodzicom media, polski model typu A, polegający na całościowym wychowaniu do abstynencji seksualnej jest najlepszy. Jak przypomina Teresa Król, autorka podręczników do „wychowania do życia w rodzinie”, „w 38-milionowej Polsce mieliśmy 42 legalne aborcje nastolatek, podczas gdy w 9-milionowej Szwecji aż 7 tysięcy.” Wielkiej Brytanii, gdzie środki antykoncepcyjne są darmowe, nastoletnie matki rodzą rocznie 50 tys. dzieci, podczas gdy w Polsce urodziło się ich 21 tysięcy. Polska ma też najniższy wskaźnik zdiagnozowanych przypadków HIV i AIDS.

Anglia i Walia
Wskaźnik ciąż u nastolatek na 1000 kobiet w Anglii i Walii.

Czemu ma służyć porównywanie liczby legalnych aborcji w krajach, o zupełnie różnym do niej podejściu i różnej dostępności? Najprawdopodobniej ominięciu faktu, iż w 2001 roku wskaźnik urodzeń dzieci przez nastoletnie matki w Polsce wynosi 5,8 na 1000 kobiet w wieku od 15 do 17 lat, natomiast w Szwecji 2,2 i należy do najniższych w Europie (dla kobiet w wieku 18-19 lat wynosi odpowiednio 38,4 i 13 na 1000). Można powiedzieć, że jest to skutek dużej liczby aborcji wykonywanej w Szwecji; całkowita liczba nastoletnich ciąż to w Szwecji 25,4 na 1000 kobiet11. Jednak porównanie między Polską i Szwecją jest w tym zakresie niemożliwe, gdyż w Polsce nie ma danych na temat liczby takich aborcji. Biorąc pod uwagę szacowaną liczbę aborcji (80-200 tysięcy rocznie) można przypuszczać, że i to porównanie wypadłoby na niekorzyść Polski.

Nie wyszło też z przywołaniem Wielkiej Brytanii. Tak się składa, że liczba ciąż u nastolatek spada tam od lat siedemdziesiątych i jest najniższa od dziesięcioleci12, czego zasługą jest między innymi wdrożenie programów edukacji seksualnej przez wszystkie urzędujące w tym czasie rządy. Także z ilością ciąż pani Król nie trafiła, gdyż według najnowszych danych (2012) liczba ciąż nastolatek wynosiła w Wielkiej Brytanii 27 834 — o połowę mniej, niż podano.

Nie wiadomo też o co chodzi pani Król z liczbą przypadków HIV i AIDS. W jakim kontekście najniższy? W regionie, w Europie, na świecie? Jedyne co jest pewne, to to, że w żadnym z tych przypadków Polska nie ma najniższego wyniku — plasuje się w środku Europejskiej stawki.

Faktem jest, że uznanymi sposobami na zmniejszenie liczby ciąż u nastolatek i wykonywanych przez nie aborcji jest inwestowanie w metody planowania rodziny, w tym edukację seksualną13.

Cuda, dziwy, spiski

Pippi
Pippi Langstrumpf — szwedzka lewaczka, feministka, przodowniczka ruchu gender.

Coraz dalsze zapuszczanie się na stronę Komitetu skutkuje coraz bardziej dziwnymi znaleziskami. „Ta edukacja będzie zmierzała do zachwiania pewności Twojego dziecka że jest chłopcem lub dziewczynką” głosi jeden z artykułów, jako dowód podający wierszyk w programie „Równościowe przedszkole”, który mówi „Bawię się z kim chcę, robię to, co chcę, płeć nie ogranicza mnie. / Czy jestem dziewczynką, czy jestem chłopakiem, mogę być pilotką, mogę być strażakiem (…)”, najwyraźniej zapominając albo nie dopuszczając do wiadomości, że tożsamości płciowej nie da się zmienić, a próby takie naukowcy zarzucili jeszcze w latach siedemdziesiątych (nie wliczając tu „naukowców” umotywowanych religijnie, pozostających poza obszarem uznanej i prawdziwej nauki).

Inny artykuł — „Przygotowanie dzieci do aktów pedofilii” — straszy wizją, w której polskie dzieci będą zmuszane do pedofilii poprzez obniżenie wieku dopuszczalności aktów seksualnych. Straszy również przykładem Holandii, w której działają organizacje i partie zrzeszające pedofilów (nie działają) i dając do zrozumienia, że jest to rzecz, którą popiera tamtejsza polityka dotycząca edukacji seksualnej. Zapominają przy tym dodać, iż nawet odsądzany przez nich od czci i wiary raport WHO stawia ochronę dzieci przed wykorzystywaniem seksualnym na szczycie listy swoich priorytetów.

Komitet nie przepuszcza okazji, żeby rozpowszechniać najbardziej nieprawdopodobne wizje świata, takie jak ta, że w niemieckich przedszkolach tworzone są „kąciki zabaw”, w których „dzieci są zachęcane do wzajemnego oglądania i dotykania narządów płciowych”. Niezawodna Fronda również przyłącza się do chóru oburzonych, także mówiąc o „kącikach”, lecz stosownie dodając: „Nie mogą tylko wkładać przedmiotów do pochwy i odbytu.” Artykuł (napisany przez Mariusza Dzierżawskiego, członka rady Fundacji Pro — Prawo do Życia stojącej za akcją „Stop Pedofilii) dodaje również aż dygoczącym z przejęcia głosem:

Na celowniku seks edukatorów znalazła się Polska. W roku 2013 została opublikowana polska wersja „Standardów edukacji seksualnej w Europie”. Obrzydliwe praktyki niemieckich „edukatorów” mają być w Polsce wprowadzone jako standard.

Teraz Twoje dzieci maja być pozbawione niewinności i wydane w ręce macherów od seksu.

Taki jest ich plan. Ale Ty nie musisz na to się zgodzić.

Oczywiście żadne takie „kąciki zabaw” nie istnieją. Ich źródłem jest wybujała fantazja pewnej blogerki (blog jest dziś niestety chroniony hasłem, jednak w sieci można znaleźć przedruki tej historii), która opisuje jak według niej wygląda dziś edukacja seksualna w Niemczech (gratuluję wyobraźni i zalecam pomoc specjalisty). Oczywiście żaden z proponentów Komitetu ani żaden „dziennikarz” Frondy nie zadali sobie trudu, aby sprawdzić, czy ta historia ma w ogóle coś wspólnego z rzeczywistością. Przecież nie o zgodność z rzeczywistością tutaj chodzi, a o wciągnięcie jak najwięcej ludzi do rynsztoka, jakim jest ten ruch.

Innym fantastycznym popisem strony jest historia o holenderskich rodzicach, którzy „musieli poddać dzieci terapii hormonalnej, by zablokować seksualność dziecka środkami farmakologicznymi, jako że tego typu edukacja prowadzi do przedwczesnego i nadmiernego rozbudzenia seksualnego.” Edukacja seksualna rozbudziła seksualność dzieci; sterroryzowani rodzice nie mieli innego wyjścia jak wykastrować farmakologicznie swoje pociechy — historia, której wstydziłby się nawet Fakt. Jako źródło podawany jest niesprecyzowany raport fundacji Novae Terrae, która posługuje się w logo hasłem „Sursum corda!”. Nie wiem skąd dokładnie wzięto tę historię, ale przypuszczam iż odnosi się ona do sytuacji chłopca ze zdiagnozowanym zaburzeniem tożsamości płciowej, u którego zastosowano terapię opóźniającą dojrzewanie, aby mieć czas na dojrzenie do decyzji o zmianie biologicznej płci (albo nie) i ewentualnie sprawić, by proces zmiany płci był łatwiejszy. Wbrew temu, co chcą o tym sądzić niektórzy, zrobiono to, by uszczęśliwić Violet (Armanda).

Robert and Danielle agreed. The first official day of Violet’s new life was Aug. 19, 2007. It was the first day of a family vacation. Armand — now Violet — was 10. And Robert says her emotional transformation that day was nothing short of astonishing.

„It was the happiest kid I’d ever seen. Just lit up. Just … brilliant and funny and these things that we caught glimpses of that weren’t always there,” he says.

Oczywiście niczego nie ma tam o wpływie edukacji seksualnej (Armand zaczął zdradzać objawy zaburzenia tożsamości w wieku dwóch lat), to jednak nie przeszkadza członkom Komitetu wysuwać najbardziej absurdalnych oskarżeń, aby tylko zdyskredytować nielubiany przez siebie fakt.

Trudno dyskutować z tak absurdalnymi twierdzeniami. Kiedy zdaje się, że ich poziom nie może zejść niżej, odkrywa się kolejne, jeszcze bardziej idiotyczne niż poprzednie. Spiski homolobby, straszny dżender, zacieranie tożsamości płciowej dzieci, oddawanie ich w ręce pedofili — Komitet „Stop pedofilii” wierzy w te wszystkie rzeczy i pewnie wiele więcej. Nie mam pojęcia jak wielką gimnastykę umysłową trzeba wykonać, żeby uważać jeden z najlepszych sposobów ochrony dzieci przed molestowaniem i niechcianymi ciążami za przejaw spisku światowego lewactwa, ale Komitet tego dokonał. Kłamiąc, manipulując, naciągając, fantazjując i w inny sposób lekceważąc prawdę wciągnął w swój mroczny wir ponad ćwierć miliona Polaków. Nie da się określić jak bardzo szkodliwa jest to działalność, jedno jest jednak pewne — Komitet dołożył wszelkich starań, by na jak najdłużej wstrzymać polskiemu społeczeństwu dostęp do prawdy, a to w mojej opinii jedno z najcięższych przewinień.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *