Zupa z żaby

Żaby nie mają łatwego życia. Według ludowych przekazów czyha na nie wiele niebezpieczeństw, począwszy od klękających na nie dziobami boćków po żarłocznych Francuzów chcących uraczyć się ich smakowitymi udkami. Nie mniejszym zagrożeniem, tym razem dla ich reputacji, są metafory, w których się ich używa — przykładem niech będzie historia o żabie i gorącej wodzie.

To dość często używana przenośnia, która w swojej najbardziej powszechnej wersji mówi o dwóch żabach pozostawionych w rękach pewnych naukowców, którzy z pewnością nie należeli do wielbicieli płazów. Naukowcy ci postanowili zbadać reakcje żab na wysokie temperatury. Aby jednak sprawa nie była zbyt prosta, postanowili oni wprowadzić małe urozmaicenie: jedna z żab miała zostać wrzucona do już gorącej wody, podczas gdy drugą z nich czekała kąpiel w wodzie o stopniowo podnoszącej się temperaturze. Według tej historii dalej działo się, co następuje: pierwsza żaba natychmiast po wrzuceniu jej do pojemnika z ukropem wyskoczyła z niego, tym samym ratując swoje życie. Zaskakująco, los drugiej żaby był inny. Zamiast wyjść z wody jak najszybciej, jak jej zszokowana koleżanka, nie zrobiła ona nic. Uśpiona pozornym bezpieczeństwem początkowo ledwo ciepłego otoczenia, nie ruszyła się ona z pojemnika, w którym temperatura podnosiła się nieznacznie, ale stale. Nieszczęsny płaz, nie zdoławszy wykryć w porę tak podstępnego niebezpieczeństwa, zginął. Złożył w ten sposób swoje życie na ołtarzu nauki i dostarczył nam wszystkim potrzebnej przestrogi.

A raczej dostarczyłby, gdyby ta historia była prawdziwa.

Żabo-Frankenstein

Galvani frog experiment
Schemat eksperymentu Galvaniego.

Aby lepiej wyjaśnić opowieść o zupie z żaby dobrze będzie, jeżeli zapoznamy się z historią ich wykorzystania w nauce. Ze względu na swoją powszechność żaby dość wcześnie stały się przedmiotem zainteresowania osób ciekawych świata. Już Leonardo da Vinci pośród swoich sławnych szkiców i notatek zawarł ilustracje wykonanych przez niego sekcji żab. Życie tych płazów bezogonowych, i tak już nielekkie, stało się jeszcze bardziej niebezpieczne, gdy wśród znudzonych arystokratów Europy modne stało się przeznaczanie dużych części odziedziczonej fortuny na eksperymenty, mające wydrzeć naturze jej sekrety. Nie byłoby to tak tragiczne dla żab, jeżeli ograniczyliby się tylko do sprowadzania sadzonek z drugiego krańca globu, rozpuszczania rodowych sreber w wodzie królewskiej lub palenia diamentów, jednak krojenie żab ciągle widziane było jako podstawa, bez której żaden filozof naturalny nie mógł nawet marzyć o zdobyciu uznania kolegów.

W 1771 roku włoski naukowiec Luigi Galvani, kiedy spokojnie obdzierał żabę ze skóry w swoim laboratorium, w którym wcześniej przeprowadzał eksperymenty z elektrycznością statyczną, odkrył, że kiedy jego asystent przyłożył naładowany skalpel do odsłoniętego żabiego nerwu, jej mięśnie dokonały skurczu, a jej noga wierzgnęła jak żywa. Dzięki temu odkryciu Galvaniego powstało pojęcie „galwanizmu”, to jest elektrofizjologii, oraz dowiedzione zostało, że informacje w ciele rozchodzą się w postaci prądów elektrycznych, a nie jakichś bliżej nieokreślonych „fluidów” bądź gazów, mających stanowić „vis vitalis” napędzającą żywe organizmy. Do dziś korzystamy z tego odkrycia, na przykład kiedy chcemy zbadać zdrowie naszego serca za pomocą EKG albo badamy nasz mózg posługując się EEG.

To jednak nie koniec ważnych odkryć, które możemy przypisać pomocy żab. Inny włoski naukowiec, Alessandro Volta, nie był zadowolony z wyjaśnienia Galvaniego, dotyczącego źródła tej siły elektrycznej. Galvani zakładał, że pochodzi ona z mięśnia w żabiej miednicy, z którego prądy kierują się po całym ciele. Volta odrzucał to założenie, mówiąc, że elektryczność zwierzęca jest czysto fizycznym fenomenem. Aby tego dowieść, wybudował pierwszą baterię, której użył do stymulowania świeżo pokrojonych żab. To odkrycie było jedynie początkiem drogi, jaką miały przed sobą baterie, nieodłącznie obecne w praktycznie wszystkich urządzeniach elektronicznych.

Żaby poświęciły jeszcze niejedno życie na ołtarzu nauki, służąc jako wprawki do przeprowadzania sekcji większych zwierząt i ludzi, czy też dostarczając wygodnych modeli działania nerwów. Możemy więc zobaczyć, w jaki sposób żaby popchnęły ludzką naukę do przodu. Myślę, że winni jesteśmy im za to przynajmniej wyprostowanie pewnego żabiego nieporozumienia, jakie wiele osób zdaje się podzielać.

Tracąc głowę dla nauki

Friedrich Goltz
Friedrich Goltz — osoba, której zawdzięczamy ten galimatias.

Niebanalną postacią w tej historii jest niemiecki naukowiec Friedrich Goltz. W drugiej połowie XIX wieku prowadził on eksperymenty nad mózgiem. Pragnął on rozwikłać zagadkę, czy mózg stanowi całość, która może działać bez jednego ze swoich elementów, czy też złożony jest z oddzielnych cząstek, bez jednej z których mózg nie potrafi wykonywać swoich funkcji. Zainteresowany był też funkcją mózgów w ogóle, jest on także autorem teorii o roli kanałów półkolistych w zmyśle równowagi.

W toku swoich badań Goltz przeprowadzał eksperymenty między innymi na, jakżeby inaczej, żabach. W jednym z nich Goltz postanowił sprawdzić działanie odruchów u żab, wyzwalanych przez bodźce takie jak temperatura, kiedy to bodźce zostaną zaaplikowane gwałtownie lub bardzo powoli. W tym celu postanowił on wrzucać żaby do gorącej wody. Brzmi znajomo? Owszem, ponieważ jest to podstawa historii o gotowanej żabie. Jednakże pomiędzy eksperymentem a opowieścią występuje jedna, ale bardzo ważna różnica — żaby u Gotza zostały najpierw pozbawione mózgów.

Drobna, ale znamienna różnica pozwala wyjaśnić dziwne zachowanie żaby ugotowanej na wolnym ogniu. Jak na prawdziwego naukowca przystało, Gotz powtórzył eksperyment na żabach z mózgami w prawidłowych miejscach — wynik łatwo przewidzieć. Obie żaby starały się wyjść z pojemnika, w którym je umieszczono, jak tylko doświadczenie stało się dla nich nieprzyjemne (bardzo szybko dla pierwszej, trochę później dla drugiej).

Czego uczy nas ta historia? Po pierwsze tego, by traktować wszystkie anegdoty mające za zadanie sprzedać jakiś punkt widzenia z należytym dystansem. Wiele razy natknąłem się na cytaty, które, chociaż dość wątpliwe (jak ten, przypisujący Thomasowi Jeffersonowi słowa: „Demokracja jest rządem motłochu, w którym 51% ludzi może odebrać prawa pozostałym 49%, który po raz pierwszy pojawił się w 2004 roku), były traktowane na poważnie przez wielu ludzi.

Po drugie, starając się dowieść prawdziwości naszego przekonania, nie opierajmy się na anegdotach. Stanowią one dość chybotliwy fundament, na którym nie można ustawić solidnej logicznie konstrukcji. Jak się okazuje, tylko bezmózga żaba nie wyskoczy z wody, kiedy zrobi się jej za gorąco. I co teraz, płazohejterzy?

Po trzecie, i może najważniejsze, obdarzajmy większym szacunkiem żaby. Bez nich ani EKG ani baterie nie powstałyby tak wcześnie; nasz dług wobec nich dopiero zaczynamy spłacać.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *