Miesiąc gloryfikacji głupoty

Przed nami 1 sierpnia. O godzinie 17 zawyją syreny, w telewizji i radiu wysłuchamy i obejrzymy programy przypominające nam, co to za dzień i jaką rocznicę wspominamy. W następnych dniach odbędzie się wiele uroczystości poświęconych rocznicy. Będą śpiewane powstańcze piosenki, dzieci na piknikach będą mogły założyć powstańcze hełmy, chętni będą mogli przejść się „powstańczym kanałem” w Muzeum Powstania Warszawskiego. Przedstawiciele państwa, różnych partii politycznych, stowarzyszeń i organizacji wygłoszą mowy, złożą kwiaty i zapalą znicze. Jak co roku rozkręci się jarmarczna atmosfera poklasku dla wydarzenia, które, obok Holokaustu, było największą pojedynczą tragedią w historii Polski.

Nie jest moim zamiarem wyszydzanie, opluwanie, czy przedstawianie Powstania Warszawskiego w fałszywym świetle. W kraju o takiej historii jak nasza pamiętanie o zabitych i poległych w walce jest czymś ważnym. Bez tego nasza teraźniejsza świadomość społeczeństwa byłaby niekompletna i zachwiana.

Zniszczona Warszawa

Zniszczona Warszawa z lotu ptaka, styczeń 1945.

To, co chciałbym zrobić w moim własnym, małym zakresie, to wygłosić sprzeciw — sprzeciw wobec pustki i niesmaku, jaki wzbudza we mnie sposób przedstawiania Powstania. Sprzeciw wobec gloryfikacji głupoty, jaką ono było i sprzeciw wobec wykorzystywaniu go jako sposobu łechtania swojego ego. Sprzeciw wobec kolorowania historii, by lepiej odpowiadała naszym pragnieniom.

Czytaj dalej

Preteksty — jak kłamie się o szkodliwości antykoncepcji

Przez ostatnie kilka miesięcy przez polską permanentną debatę światopoglądową przeszło kilka nowych wątków, które odświeżyły dawne spory: dostęp bez recepty do „pigułek po”, ratyfikacja „Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej”, prace nad rządowym projektem ustawy o in-vitro, artykuły krytykujące polski ruch feministyczny albo zaprzysiężenie Roberta Biedronia na prezydenta Słupska. Na każdy z tych tematów opublikowano mnóstwo artykułów na łamach prawicowej prasy i portali internetowych.

Uderzające jest, że za każdym razem jakby tylko mimochodem wspominany jest prawdziwy powód obiekcji piszących — religijny dogmat oraz twardogłowa ideologia. Z tekstów tych często wylewa się wręcz „troska” o ludzi, którym autorzy chcą odebrać lub zapobiec przyznaniu im praw w imię swoich przekonań. Myślę, że jednak trochę łatwiej jest zniechęcić siebie i innych do jakiejś sprawy, kiedy głównym argumentem są jakieś dane dotyczące jej szkodliwości (jakkolwiek przeinaczone i słabej jakości) niż prostsze i bardziej szczere „Kościół mówi, że to grzech”.

Zajęłoby za dużo miejsca opisanie wszystkich fałszywych argumentów, za którymi kryją swoją hipokryzję prawicowi publicyści. Skupmy się więc na razie na rzeczy, która zajmuje wysokie miejsce na liście najczęściej stawianych przez fundamentalistów chochołów — antykoncepcji hormonalnej.

Czytaj dalej

Smutny świat Terlikowskiego

… to taki, w którym tylko matki mogą kochać swoje dzieci, a ustalenia świata naukowego muszą ustąpić „przemożnemu odczuciu”. Ale od początku.

W swoim artykule na Frondzie — Zmiana płci to bzdura. Ważny tekst „Polityki” — redaktor Tomasz Terlikowski stawia dość odważne tezy. Opisuje on w nim swoją reakcję na wstrząsający tekst Polityki o Konradzie, który mimo tego, że czuje się mężczyzną, musi zmagać się z ciążą powstałą w wyniku gwałtu. Terlikowski pragnie z niego uczynić dowód na to, że zmiana płci jest jedną wielką hucpą, ale, jak to bywa, w swoim zapale ewangelizacyjnym więcej ujawnia o sobie i swojej wizji świata, niż o tym, o czym miał pisać.

Czytaj dalej

Episkopat znów ukrywa dogmaty pod płaszczykiem faktów

Jak donosi portal Tok FM zespół do spraw bioetycznych Konferencji Episkopatu Polski przygotował projekt dokumentu dotyczącego statusu embrionu ludzkiego. Jak tłumaczy jego powstanie arcybiskup Stanisław Gądecki:

Dzisiaj zderzają się dwie wizje świata w sposób bardzo ostry – i ta wizja chrześcijańska, i ta wizja niechrześcijańska. Ten nowy czas, w którym żyjemy, zdaje się przynosić ogólne zamieszanie w wizji człowieka i antropologii ludzkiej. Dlatego ten komitet do spraw bioetycznych KEP przygotował taki wstępny projekt omówienia statusu embrionu ludzkiego i eksperymentów na embrionach ludzkich, który ma być wstępem do szerszego dokumentu.

Ów wstęp do wstępu został zaprezentowany biskupom uczestniczącym w Radzie Biskupów Diecezjalnych, która rozpoczęła się w poniedziałek na Jasnej Górze. Wygląda to na ucieczkę do przodu po tym, jak etycy z Komitetu Bioetyki PAN nie zostawili suchej nitki na episkopacie i jego kłamstwach dotyczących tak zwanej „klauzuli sumienia”, którą ja jednak lubię nazywać „klauzulą napomnienia”.

Biskupi — od zawsze specjaliści wszechnauk.

Czytaj dalej

Ziemkiewicza oburza dawanie schronienia ofiarom przemocy

Moja wakacyjna przygoda, którą opisywałem w poprzednim wpisie, zostawiła mnie z bardzo niezdrowym dla mojej psychiki zainteresowaniem „niepokorną publicystyką”. Zainteresowanie to wynika z mojej osobliwej fascynacji tym, jak bardzo można wykrzywiać rzeczywistość, zanim ta nie podda się i nie wystrzeli majstrującej przy niej osobie w twarz. Jak na razie zaobserwowałem, że jej tolerancja na takie manipulacje jest bardzo duża i pomimo tego, że często aż trzeszczy w szwach i jęczy pod ciosami naginającymi ją, by pasowała w ramy dogmatu, sama niestety nie ma zamiaru stawić oporu temu gwałtowi.

W ramach mojego światopoglądowego safari zapoznałem się dzisiaj z tekstem Rafała A. Ziemkiewicza zamieszczonym w najnowszym numerze „Do Rzeczy”. Ziemkiewicz zajmuje się w nim wyjątkowo irytującej go sprawie (poświęcił jej cały swój felieton) — budowie schronienia dla homoseksualnych i transseksualnych ofiar przemocy. Można by pomyśleć, że pomysł ten nie mógłby w najmniejszym stopniu budzić kontrowersji, jednak — oto jest!

Oczywiście Ziemkiewicz próbuje zakamuflować swoją pogardę. W zgodzie z najlepszymi tradycjami „niepokornych” publicystów robi to w formie niby-zabawnych i niby-ironicznych „podchwytliwych” pytań, które mają za zadanie obnażyć absurdalność rzeczy, z którymi polemizuje, ale które zwykle obnażają tylko miałkość intelektualną piszącego. Podchwytliwe pytanie numer 1:

Czy stworzenie homonoclegowni odczytywać należy jako wstęp do odmawiania perwersom prawa do korzystania z miejsc dla normalsów?

Czytaj dalej

Nawet Terlikowski nie wierzy w to, że aborcja to morderstwo

Z racji tego, że są wakacje, pozwoliłem sobie na małą wakacyjną przygodę. Podobno dobrze robi wyrwanie się ze znajomego otoczenia, poznanie wcześniej nieznanego i wyjście ze swojego bezpiecznego otoczenia. Jako że nie stać mnie na wyprawę do Amazonki albo wypad do Kambodży, musiałem zadowolić się jedynie lekturą najnowszego Do Rzeczy, do czego zachęciła mnie obecność w nim dwóch największych postaci „sporu aborcyjnego” ostatnich lat — chodzi o wywiad z profesorem Chazanem przeprowadzony przez redaktora Frondy, Tomasza Terlikowskiego.

Pobieżne przejrzenie tego czasopisma zapewniło mi dawkę emocji nie mniejszą, niż stanięcie oko w oko z nosorożcem na afrykańskiej sawannie, będąc jednocześnie o wiele mniejszym zagrożeniem dla mojego zdrowia, przynajmniej tego fizycznego. Od razu bowiem zostałem zalany masą bigoterii, nietolerancji, antynaukowości i okopanej ignorancji. Oto bowiem jako sukces podawane jest, że „ponad połowa Polaków chce zakazu propagowania treści gejowskich” (ironiczne, zważywszy pod uwagę, że takie prawo zostało ostatnio uchwalone w tak znienawidzonej przez „środowiska patriotyczne” Rosji Putina); Bronisław Wildstein tłumaczy nam, że „zachowania homoseksualne są nienaturalne” i że „narzucane są nam jako norma” (pomimo, że największe światowe organizacje psychologiczne i psychiatryczne od dawna mówią coś zgoła przeciwnego, i pomimo, że nikt nie narzuca panu Wildsteinowi konieczności wstąpienia w związek z innym mężczyzną); część historyczna zaś przypomina o „poczciwych Żydziskach”. Takie rzeczy lubi czytać grupa ludzi, uważająca się za jedynych prawdziwych Polaków. Wróćmy jednak do głównego powodu sięgnięcia przeze mnie po to czasopismo — wywiadu Terlikowskiego z Chazanem.

Czytaj dalej

Co może zmniejszyć liczbę ciąż u nastolatek o 40%? Edukacja oraz tania i szeroko dostępna antykoncepcja

W 2009 roku Kolorado rozpoczęło program, finansowany przez anonimowego darczyńcę, mający na celu zapewnianie taniej i szeroko dostępnej długo działającej antykoncepcji najbardziej potrzebującym kobietom w stanie. Dotyczyło to głównie kobiet o niskich dochodach oraz nastolatek, które nie potrzebowały pozwolenia ani pieniędzy od rodziców, by móc skorzystać z programu. 23 miliony dolarów, które zapewnił darczyńca lub darczyni, zapewniło zakup środków antykoncepcyjnych o długim czasie działania, głównie wkładek domacicznych (działających przez 5 do 10 lat lub dłuzej, w zależności od modelu) oraz edukację, trening i pomoc techniczną dla stanowych ośrodków opieki medycznej.

IUD

IUD, po polsku wkładka domaciczna — wcale nie spiralka.

Co się stało? Stanu nie zalała masa „rozseksualizowanych” nastolatków, nie doszło też do wybuchu epidemii chorób płciowych. Nie zalał go też potop ani nie uderzył w niego meteoryt — właściwie jedyną ważną rzeczą, która się się przez ten czas tam wydarzyła, była legalizacja marihuany (nie określono jeszcze dokładnie związku między tymi dwoma rzeczami, ale już wyobrażam sobie ten nagłówek na Frondzie…).

Czytaj dalej

Można inaczej – ksiądz za zniesieniem konkordatu, małżeństwami jednopłciowymi, in-vitro i prawem do aborcji

Księdzu temu nie grozi zakaz wypowiedzi dla mediów, przeniesienie na „odpowiednią placówkę” ani wyrzucenie ze stanu kapłańskiego. Nie musi się też tłumaczyć wściekłym przełożonym biskupom, którzy szybko pośpieszyliby zdementować jego stanowisko jako niezgodne z nauką Katechizmu i wolą Boga. Nie spotkają go też wściekłe komentarze internetowych dewotów zarzucających mu zdradę sakramentów.

Dla wszystkich przecierających oczy ze zdumienia, już wyjaśniam, w czym tkwi haczyk – chodzi tu o księdza ewangelicko-reformowanego.

Kazimierz Bem

Dr Kazimierz Bem – pastor ewangelicko-reformowany, autor komentarza dla „Rzeczpospolitej”.

Czytaj dalej

Powstanie warszawskie to nie „przygoda”

Jak co roku o tej porze w Polsce odżywa pamięć o powstaniu warszawskim. Tegoroczna rocznica, już siedemdziesiąta, z okazji okrągłości odbywa się z większą niż zazwyczaj pompą. W warszawskiej komunikacji miejskiej raz po raz puszczane są reklamy obchodów powstania, materiały o tym, jak wiele mu zawdzięczamy i o tym, dlaczego bez niego Polska nie byłaby dzisiaj taką samą Polską. Jak co roku też mam z powstaniem problem. Z jednej strony rozumiem powstańców – zwykłych ludzi, jak z Pamiętnika Białoszewskiego, którzy zachowali się tak, jak zachować się musieli w tamtych okolicznościach. Z drugiej jednak nie podzielam ogarniającego w tym czasie dużą liczbę Polaków bojowego zapału i fascynacji samym powstaniem.

Choć nie brakuje innych głosów, to powstanie przedstawiane jest Polakom głównie jako chwalebny moment, symbol polskiego heroizmu i coś, co dzisiejsi obywatele powinni powtórzyć bez wahania, jeśli tylko byłaby taka potrzeba. W masowym przekazie brak miejsca na subtelność, wieloznaczność i wątpliwość, powstanie warszawskie jest więc ukazywane nieco mitycznie. Czego tu nie lubić? Uciemiężeni Polacy, od początku wojny prześladowani i zabijani przez Niemców, podejmują nierówną walkę z okupantem o wyzwolenie stolicy. Walkę co prawdą przegraną, ale walkę-symbol, walkę o honor całego narodu i pokazanie że „jeszcze Polska nie zginęła”…

Czytaj dalej

Wyjaśnienie zagadki tańczącego penisa

Dzięki czytelnikowi lolek udało się wyjaśnić tajemnicę tego oto filmiku o wesołym tańczącym penisie. Na wszystkich prawicowych portalach pojawia się on jako przykład zachodniej degeneracji. Przywołuje go na przykład ten oto wzór dziennikarskiej obiektywności, Marzena Nykiel, która pisze artykuły dla „wPolityce.pl”, „wSieci”, „Głosu Katolickiego”, publikowała w „dawnym Uważam Rze” oraz jest autorką książki o wiele mówiącym tytule „Pułapka gender”.

Wydawałoby się, ze dziennikarka, która publikuje swoje artykuły w kilku czasopismach i portalach powinna znać źródła materiałów, które umieszcza w swoich publikacjach i które podpisuje swoim nazwiskiem. Jednak standardy publikacji potrafią spaść na drugi plan, kiedy trzeba napisać coś w odpowiednim tonie, na odpowiedni temat. Tematem tym okazuje się „ochrona przed pedofilami”, która po bliższym przyjrzeniu się okazuje się kolejną ohydną i kłamliwą nagonką na homoseksualistów, organizowaną przez Komitet Inicjatywy Ustawodawczej „Stop Pedofilii”.

Czytaj dalej